I made a dress #5


Rok temu uszyłam swoją pierwszą sukienkę. Wybrałam prosty, darmowy wykrój w stylu retro i postanowiłam, że spróbuję. Trwało to trochę, nie wiedziałam do końca co i jak, ale udało się. Od tego czasu sukienka wisi smętnie w szafie, bo mimo że bardzo udana, to trudna do stylizowania na codzienne potrzeby.


Jako że po drodze uszyłam kilka trudniejszych wykrojów, postanowiłam wrócić do tego pierwszego, łatwego, tym bardziej, że był już wycięty, a nie chciało mi się kalkować kolejnego. A więc szpilki w dłoń, odrysowujemy na materiale, wycinamy, szyjemy, nie ma co mierzyć, bo przecież już raz szyłam i wszystko pasowało doskonale, wszystko idzie idealnie, szybko, przyjemnie... aż do przymiarki uszytej góry, kiedy okazuje się, że popełniłam błąd kardynalny: dodałam zapas na szwy do wykroju, w którym ten zapas już był dodany. Uszyłam piękną sukienkę na kogoś o kilka rozmiarów większego od siebie. Westchnęłam ciężko i prułam, zmniejszałam, mierzyłam, prułam, zmniejszałam... I tylko patrzyłam, czy nie ubywa zanadto tego cudownego, niebieskiego materiału w białe plamki, który wyszperałam gdzieś w sklepie z końcówkami tkanin. Było go na styk: 80 cm szerokości i 2,20 długości. Jeśli skrewię, nie będzie z czego dosztukować.



Ale udało się! Sukienka leży świetnie, chociaż powinnam nieco przefasonować podkrój pach. Niestety odpina się suwak na plecach, ale zaradziłam temu nieco wszywając guzik i pętelkę. No i mam nauczkę na przyszłość: dokładnie czytać każdą instrukcję, nawet jeśli już znam wykrój.


A year ago I sewed my first dress ever. It was a retro style, simple, free pattern and I just gave it a go. It came out all right but mostly gathered dust in my wardrobe due to its fancy pattern that's really hard for me to style for everyday wear. As I did like that first pattern, a very basic dress easy to modify, I decided to make it again, this time, using a fabric that I loved and knew I would wear endlessly.

And so I did. I laid out the fabric, the pattern pieces, pinned them down, cut, sewed and everything was going smoothly and lovely until I first put the finished bodice on. Because, well, it was big. Like, a few sizes too big. I sighed while the problem unveiled in my mind. I'd forgotten this pattern had already had the seam allowances added to it and I added my own. And so, long hours of ripping the seams and fitting and sewing again (and trying not to swear) proceeded. The final product is fully lined, fits like a glove and the only real problem is the separating zipper that I partially fived by adding a button and loop at the back. I'm currently too lazy to insert a new zipper.

So, after all is corrected and finished, I'm really happy with the result. It's a beautiful, simple dress and I've already worn it three days straight, and am currently sitting in it as I type. Gonna squeeze every last drop of summer out of it while the late summer still lasts here in Poland.

Dress: made it myself
Pattern: via Sew Mag
Fabric: thrifted
Belt: vintage
Photos: Bartek

10 comments

  1. bardzo fajna ta sukienka, rewelacyjne zdjęcia!

    ReplyDelete
  2. A beautiful dress, great pattern and a lovely fabric, perfect combination.
    And so wonderful photos, wish I had a beach somewhere near.
    Hope you will be able to wear the dress a lot before it gets too cold.
    A nice sunday, ette

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you, dear, your comments are always a delight to read!

      Delete
  3. Piękna sukienka, a zdjęcia zachwycają!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Bardzo miło mi to słyszeć :).

      Delete
  4. śliczna sukienka;)
    pozdrawiam serdecznie :) woman-with-class.blogspot.com

    ReplyDelete
  5. Tyle się namęczyłaś ale było warto! Pięknie wyglądasz. Muszę przyznać, że oprócz sukienki mój wzrok przykuło zdjęcie z piórkiem, a to za sprawą rewelacyjnie pomalowanych paznokci! Obłędny kolor. Przepiękne zdjęcia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki, Elu :). Paznokcie to jest Max Factor Fantasy Fire nałożony na Sally Hansen Glossy. Uwielbiam Fantasy Fire, wygląda obłędnie chyba na każdym kolorze, mieni się od zielonego do burgundu, mogę na niego patrzeć bez końca, aaaach!

      Delete
  6. Piękne zdjęcia, sukienka ach! bardzo dobrze ci w błękicie :) no i pies, wszystko razem tworzy świetny komplet :)

    ReplyDelete