Warsztat szyciowy: uszyj sobie sukienkę!

Another installment of my sewing workshop is coming up soon! If you are interested in taking part, shoot me a message!

If you find yourselves in Warsaw on 8-9.10.2016, feel very welcome to join us in Staw Otwarty, a beautiful place in Radość (half an hour from the city centre)! No problem for English speaking folks! As you know, I'm pretty fluent in this beautiful language and will help you along the course of the wokshop. So, if you are interested and need more info, contact me! Here are the basics:



When: Saturday and Sunday, 8-9. October, 2016, 11:30 a.m. to 7 p.m. both days
Where: Staw Otwarty ul. Kwitnącej Akacji 58 (Warszawa Radość)
How much: 300 PLN or 330 PLN with sleepover
For whom: for total beginners and those starting out as well.
What to bring with yourself: a piece of fabric of your choice, so that you can make your dream skirt! You will need around 2m of fabric that is 160cm wide for any skirt you choose. If you want a floor length skirt, you will need up to 5m. I will provide all the notions needed. There will be coffee and tea and cookies to nib on druing the workshop and we're planning to have lunch, too.
Warsztaty Szyciowe: Uszyj sobie sukienkę!

Myślisz o szyciu, ale wydaje Ci się trudne?
Próbowałaś już szyć i Ci się spodobało?
Marzy Ci się spędzić dwa dni na robieniu czegoś tylko dla siebie?
A może by tak uszyć sukienkę?

Przyjdź na Warsztaty Szyciowe do Stawu Otwartego!

Zapraszam na warsztaty szycia o formule dopasowanej do współczesnych kobiet, które chciałyby szyć odzież dla siebie i swoich bliskich - efektownie i sprawnie.

Będę kładła szczególny nacisk na kreatywne myślenie przy szyciu i przekażę umiejętności adaptowania gotowych wykrojów do swoich potrzeb.

Moim celem jest zaszczepić w Tobie odwagę do samodzielnego działania i entuzjazm do urzeczywistniania własnych pomysłów poprzez szycie.



Na tym warsztacie zajmiemy się szyciem sukienki.

Uszyjemy klasyczną sukienkę z rozkloszowanym dołem i dopasowaną górą. Dostaniesz własny wykrój w swoim rozmiarze, i według niego stworzysz własną, niepowtarzalną sukienkę.

W ramach warsztatu nauczymy się między innymi:
- jak dopasować do siebie wykrój
- jak go uatrakcyjnić
- jak wykończyć ubranie, by przetrwało z nami wiele lat.

Pogadamy też o tym, co obok szycia:
- o doborze kroju do sylwetki i kolorów do osobowości
- o etycznym wymiarze mody
- o pielęgnacji ubrań.

Pierwszego dnia zaczniemy od zapoznania się z wykrojem - nauczę Was, jak go czytać i jakie są metody przenoszenia go na tkaninę. Potem skroimy sukienkę i... będziemy szyć!
Drugiego dnia będziemy szyć dalej i pokażę Wam, jak wykończyć ubranie. Każda z Was wyjdzie z warsztatów z gotową sukienką dopasowaną do siebie!

Przynieś, proszę, własne tkaniny, z których będziesz chciała uszyć swoją sukienkę. Potrzeba będzie 2-3 metrów tkaniny o szerokości 160 cm. W razie wątpliwości - lepiej przynieść więcej niż mniej! :) Przynieś też suwak o długości około 40 cm i szpulkę nici w kolorze pasującym do tkaniny. Na miejscu będą do dyspozycji tkaniny vintage przywiezione przeze mnie, a także wszelkie niezbędne wyposażenie krawieckie i sprzęt. A także kawa, herbata, owoce i ciastka. W przerwie planujemy lunch.

Przyjedziesz do nas z daleka? Przenocuj w Stawie ;) Daj znać przy zapisie.

Maszyny wypożyczy nam firma Wójcik i Spółka z Łodzi.

Przyjdź!
Będziemy szyć!
Będzie pięknie!

Termin: 8-9. października, godz: 11:30-19:30;
Zapisy: stawotwarty@gmail.com
Cena bez noclegu: 300 zł
Cena z noclegiem: 330 zł
Miejsce: Staw Otwarty ul. Kwitnącej Akacji 58, Warszawa-Radość

Prowadzi: Klara Keler. Nauczyłam się szyć dla siebie. Teraz szyję dla innych, od czap z uszami, po suknie ślubne. Prowadzę bloga o szyciu, a Robot Heart.

Zapraszamy ♥

p.s. A we wrześniu dziewczyny uszyły spódnice, zobacz sama!

Follow

A new dress + naming contest!


It will most probably be no surprise for you when I say I've long been wanting to sew for others. And I do, in fact, sew for others, as documented on this blog. And as beautiful as the whole process of sewing to measure is, I am still longing for the total creative freedom that making something from scratch can provide. My dream from the very beginning has been to sew pieces that I designed from the first sketching line and sewed to the very last snip of the last loose thread. So far, I've been doing it for myself only.

So, I've decided that is what I want to pursue. This is my dream. My small everyday daydream. And so, last spring, I started thinking of a collection that I want to create. I already know the theme and the name of it but I'm going to keep those to myself for now. But! I'm looking for help naming the pieces in the collection.

This dress is one of those pieces. The shape of the dress flares right from the shoulder straps and it creates a trapeze that you can either wear loose or fit closer to your body with ties. The skirt has a few pleats in the front and in the back. There is a decorative but fully functional patch pocket in the front and two in-seam pockets in the skirt part. The dress is fully lined. It's unbelieveably comfortable. It goes great with tops and sweaters underneath it and with sweaters or cardigans layeres over it. I'm going to be sewing these in very short series (1-5 items) in different plaid woven wool fabrics. Now...

She needs a name.

So I'm running a contest here. I want to hear you guys give this girl a name. Make her belong somewhere. Give her a story and a home. Send me your ideas in the comments or email me at arobotheart[at]gmail.com. If I like your idea best, the dress will be given the name you picked and, as a thank you, I will give you 20% off the stuff in my online shop. If I like more than one idea, I'll give out more discounts.

Get creative! Can't wait to read what you come up with!
Z pewnością nie zdziwi to nikogo, kiedy powiem, że od dawna chciałam szyć dla innych. I faktycznie to robię, jak zresztą widać na tym blogu. Ale niezależnie od tego, jak piękny jest proces szycia miarowego, brakuje mi tej totalnej swobody twórczej, jaką odnajduję w robieniu czegoś zupełnie od zera. Moim marzeniem od początku było szyć rzeczy, które zaprojektowałam od pierwszego szkicu i uszyłam do ostatniej przyciętej nitki. Póki co robię to tylko dla siebie.

Dlatego postanowiłam się za to zabrać na szerszą skalę. To moje marzenie, mój mały, codzienny sen na jawie. I tak, ostatniej wiosny, zaczęłam myśleć o własnej kolekcji. Znam już jej temat i nazwę, ale zostawię je póki co dla siebie. Ale! Potrzebuję pomocy w nazywaniu części tej kolekcji.

Ta sukienka jest jedną z nich. Kształt sukienki to trapez rozszerzający się od ramion ku dołowi. Można ją dowolnie dopasować, wiążąc z tyłu lub puszczając luźno. Spódnica ma kilka zakładek. Na górze jest dekoracyjna - i w pełni funkcjonalna - nakładana kieszonka, a w szwach bocznych spódnicy kryją się dwie kolejne kieszenie. Jest niezwykle wygodna. Świetnie pasują do niej bluzki, koszule i swetry - nałożone pod spód lub na wierzch, jak inwencja podpowiada. Będę je szyła w bardzo krótkich seriach (po 1-5 sztuk) z różnych tkanin wełnianych w kratę. Rzecz w tym, że...

Potrzebuje imienia.

Wobec tego ogłaszam konkurs. Nazwijcie ją. Niech gdzieś należy. Dajcie jej historię i dom. Prześlijcie mi swoje pomysły w komentarzu lub mailem na adres arobotheart[at]gmail.com. Jeśli czyjś pomysł spodoba mi się najbardziej, to sukienka dostanie wybrane imię na zawsze, a osobie, która je zgłosiła, w ramach podziękowań przekażę 20% zniżki do swojego internetowego sklepu. Jeśli spodoba mi się więcej zgłoszeń - rozdam kolejne zniżki.

Działajcie, twórzcie! Nie mogę się doczekać, co wymyślicie.

Follow

Temptation

When you're sewing, there is this temptation to each time make the most beautiful thing. And I mean quite literally: I want to make the most beautiful dress each and every time I get the urge to sew for myself. I dig for the most perfect fabric, I search for the most impressive pattern and I already see myself walking around in the most exciting new piece. The next big thing. Granted, most of the results of those incredible journeys of my imagination end up in my closet only to be worn for special occasions. Which, as it turns out, aren't that many. Probably not as many as there are dresses in my closet. Every now and then, though, I get reasonable and I make something that is --you know --just wearable. Everyday stuff. Simple pieces that are versatile and go with everything. Like this top.

I made it in spring, along with this one and this one --they are all based on the same pattern. This floral version with a peter pan collar has been by far the most worn top of the last season. I also made one for a friend and one for my mum --each tweaked a bit to better suit the person they now belong to. I have a few more cut out and waiting to be sewn up when time allows. It's not an exciting piece by any means. But it's comfortable and a no brainer. Throw it on with a pair of jeans or shorts and I'm good. My thrifted velvet blazer just adds a little polish to the mix.

I'm wearing a top I made from a pattern I can't remember at the moment, fabric is vintage rayon. The rest is either old, or thrifted, or both.
Photos by my boyfriend.
Kiedy się szyje, niechybnie trzeba się zetknąć z pokusą sprawienia sobie najpiękniejszej rzeczy. Serio. Ilekroć siadam do maszyny, by sobie coś uszyć, chcę na koniec mieć najpiękniejszą sukienkę. Wyszukuję najlepsze tkaniny i najatrakcyjniejszy wykrój i oczyma wyobraźni już widzę, jak przechadzam się w najpiękniejszej kiecy na świecie. Efekty tych wyobrażeń wiszą potem w szafie i czekają na odpowiednie okazje. Których, jak się okazuje, wcale w życiu wielu nie mam. W każdym razie mam zdecydowanie więcej sukienek niż okazji.

Czasem mi się jednak zdarza pójść po rozum do głowy i uszyć coś - no wiecie - do noszenia. Proste rzeczy, które pasują do wszystkiego. Jak ta bluzka. Uszyłam ją wiosną, razem z i - wszystkie są z jednego wykroju. Uszyłam też jedną dla przyjaciółki i jedną dla mamy - każdą trochę podkręciłam, żeby lepiej pasowała do swojej właścicielki. To prosty wykrój, można kombinować: tu kołnierzyk, tu mankiety, tam z kolei rozcięcia po bokach. Mam skrojone dwie kolejne, które od lata czekają na ten moment, kiedy będę miała moment. Wersja ze zdjęć, w drobne kwiatki i z kołnierzykiem bebe, jest banalna do bólu, wygodna, pasuje do wszystkiego i wobec tego wszystkie moje wyszukane sukienki mogą się przy niej schować. Dżinsy albo szorty, właśnie ta bluzka i już. Na jesień jeszcze aksamitny żakiet. Miał być też kapelusz, ale wyszła cebula, to go nie ma.

Mam na sobie bluzkę, którą uszyłam na podstawie wykroju z którejś wiosennej Diany albo Anny, nie pamiętam już. Tkanina to wiskoza vintage. Reszta jest stara albo z ciucha, albo i to, i to.
Zdjęcia zrobił Bartek.

Follow

Sacked

Every year this moment comes: the moment when I watch too much Asian fashion and need to sew a sack for myself. This year it occured to me that I needed a corduroy sack. Who likes corduroy, I ask you? No one in the West, it seems. If someone indeed does, they hide that, because, you know, faux pas. This year velvet is having a shy moment but corduroy? For years I've been hearing Western designers say it's going to make a comeback. It sure is taking its time, though. Then again, in the East corduroy is just another type of fabric and sack is just another shape to wear.

A few observations.
I like the different take on female clothes in the West and in the East. The West we know. Our clothes are designed around the body, accentuating its vertical and horizontal lines. We concentrate on proportions we believe to be natural. I'm speaking of the mainstream view, of course, about the things we see in the magazines and on the streets. So even if the clothes are made of the simplest cotton jersey, it's still draped in one way or the other and it's fitted here and there and it hugs the body. I dare say that the Western fashion is sensual. It is confident and decisive but also sensual. On a side note, I'm not surprised a lot of people don't feel like themselves in these clothes.

On the other hand, in the East we find Korean and Japanese sacks. I honestly can't say if this is mainstream or not but I often see Asian women in movies and online, wearing clothes that look like they've been designed outside the body. They are loose fitting, a bit stiff and roomy and they describe the body not just by way of how they cover it but also what they leave uncovered. In the West, Balenciaga did that --and then not many followed. Then there is movement. Clothes aren't alive if they don't move. Even a sack like this, even though it's made of a thick fabric which won't cling tightly to the body, marks a shape of it. But I can't find the sensuality, not the one seen in the West. I'm not going to give it a name but whatever it is, it's much more subtle and balances between innocence and temptation. And, like a lot of Asian stuff, it's kinda weird.

So yeah. I made a corduroy sack and wholeheartedly reccomend one to anyone, it's the most comfortable thing in the world and you can come up with the most intricate justification for wearing it. That's how I like my clothes.

I'm wearing a dress I made out of self-drafted pattern, inspired by this dress Corduroy fabric was a gift.
I took the photos myself.

Co roku nadchodzi ten moment. Ten moment, kiedy naoglądam się azjatyckiej mody i muszę, po prostu muszę, uszyć sobie worek. W tym roku mi wyszło, że najlepiej ze sztruksu. Kto lubi sztruks? Na Zachodzie - nikt. Jeśli ktoś lubi, to i tak nie nosi, bo faux pas. W tym roku jego kuzyn aksamit ma swoje niezbyt głośne pięć minut. Ale sztruks? Od lat projektanci na Zachodzie odgrażają się, że już zaraz powróci, ale coś mu daleko. Tymczasem wygląda na to, że na przykład w Korei sztruks to tkanina jak każda inna. I worek to kształt, jak każdy inny.

Garść obserwacji.
Podoba mi się różnica w postrzeganiu damskiej odzieży na Wschodzie i na Zachodzie. Zachód, jaki jest, to wiemy. Ubrania są projektowane wokoło ciała, podkreślając jego linie pionowe i poziome. Trzymamy się proporcji uznawanych za naturalne. Mówię oczywiście o mainstreamie, o tym, co w kolorowych czasopismach i na ulicy. Nawet jeśli ciuch jest ze zgrzebnej dresówki, to jest ona jakoś udrapowana, jakoś dopasowana, miękko otula ciało. Odważę się nawet powiedzieć, że w Zachodniej modzie stawiamy na zmysłowość. Pewność siebie, stanowczość, ale i zmysłowość. Swoją drogą, nie dziwię się, że wiele osób nie potrafi się w takich ubraniach odnaleźć.

Z kolei za Wschodzie mamy koreańskie i japońskie worki. Prawdę mówiąc nie wiem czy to jest tamtejszy mainstream, ale często widzę w filmach i w internecie Azjatki w ubraniach tworzonych jakby "od ciała": obszernych, luźnych, trochę sztywnych, które opisują ciało nie tylko przez to, jak zakrywają, ale i poprzez to, co pozostaje niezakryte. Na Zachodzie robił to Balenciaga, a potem niewielu za nim podążyło. Poza tym: ruch. Odzież nie żyje bez ruchu. Nawet taki worek, choć dość sztywny i z grubej tkaniny, mimo że nie okleja ciała przy każdym podmuchu wiatru, to zaznacza jego kształt. Ale o zmysłowości, takiej jak w wersji zachodniej, nie ma mowy. Nie będę się siliła na określenie tego, ale wydaje mi się, że to, co jest, jest o wiele subtelniejsze i balansuje na granicy między niewinnością i kuszeniem. I, jak sporo azjatyckich rzeczy, jest dość pokręcone.

Tak że, tak. Sztruksowy worek sobie uszyłam, polecam, najwygodniejsza rzecz na świecie, a do tego można sobie do niej dorobić ideologię. To lubię, rzekłam.

Mam na sobie sukienkę, którą uszyłam z grubego sztruksu na podstawie własnego wykroju, który inspirowałam tą sukienką. Sztruks jest spadkowy.
Zdjęcia zrobiłam sama.

Follow