A birthday dress saga

We've known each other with Ela for what seems like ages now. That --and the fact that we've grown close over the years --probably made me decide to sew up a dress as a gift for her birthday that falls in the middle of May. I also decided that it's a great idea to sew a dress with button closure instead of zipper closure, which meant altering the pattern. I also decided to do it all over one afternoon, right before the birthday party. Which proved to be a bad idea but what did I know. I chose a pattern that I knew Ela would like: Halter Cocktail Dress at BurdaStyle

Thus, the dress saga begun. First thing that happened, was that I almost didn't make it to the birthday party. Who would've thought sewing eight buttonholes would take more time than putting in a zipper? Also, I'm a walking cliche and I forgot to turn off my iron and I had to turn back on my way, which cost me about an hour... So when I finally made it to the party, I brought the dress that was unfinished and lacked buttons. It they lay at Ela's for about two weeks before we were able to meet up for gossip (and sewing the buttons on). A bit later, we decided the dress needed full lining --originally I only lined the bodice. Again, a few weeks had to pass before we could meet and it took me another few to find time to finish the dress --sew in lining and add patch pockets that Ela asked for. So, when I was able to give Ela the finished dress, it was already her fiance's birthday in mid July.

Just for the record, I ususally finish a piece in less than two months!

There's also a moral to this story: a friend who doesn't push you too much to finish her dress is a friend indeed.

I made the dress based on Halter Cocktail Dress at BurdaStyle, changed closure from zipper to button placket and added straps. The fabric is thrifted.

Z Elą znamy się nie od dziś. Być może właśnie dlatego - a może raczej z powodu pewnej zażyłości, która się między nami zadzierzgnęła przez lata - postanowiłam uszyć dla niej sukienkę na urodziny, które obchodzi w połowie maja. Postanowiłam też, że świetnym pomysłem będzie uszycie sukienki na guziki zamiast na suwak, co wymagało zmiany wykroju. Postanowiłam również całą operację przeprowadzić w jedno popołudnie, w dniu urodzin (niezorienowanym wyjaśniam, że to od początku nie był dobry pomysł). Wybrałam wykrój, który, jak przypuszczałam, spodoba się Eli: rozkloszowaną sukienkę z Burdy z marca 2016.

W ten sposób rozpoczęła się saga sukienkowa, która sprawiła, że na same urodziny niemal nie dojechałam (kto by się spodziewał, że dzierganie ośmiu dziurek zajmie więcej czasu niż wszycie suwaka? Poza tym w pośpiechu zostawiłam włączone żelazko i musiałam zawracać z drogi - najwyraźniej jestem chodzącą kliszą), a jak już dojechałam, to bez guzików, bo nie zdążyłam ich przyszyć. Sukienka przez jakieś dwa tygodnie leżała u Eli smutna, niegotowa i nienoszalna, i trzeba było się spotkać na plotki, żeby to naprawić. Niedługo później, czyli po przyszyciu guzików, ustaliłyśmy, że sukience potrzebna jest jednak pełna podszewka, a nie tylko podszycie góry. Zanim udało nam się spotkać, upłynęło trochę czasu, a zanim znalazłam chwilę na wszycie halki i kieszeni na życzenie Eli, były już urodziny jej narzeczonego, znaczy połowa lipca.

Chciałam tylko powiedzieć, że zwykle szyję jeden ciuch krócej niż dwa miesiące.

Morał z tego taki, że prawdziwych przyjaciół poznasz po tym, że ponaglają tylko od czasu do czasu.

Sukienkę uszyłam na podstawie wykroju #128 z Burdy 03/2016 - zmieniłam zapięcie z suwaka na listwę guzikową po boku. Tkanina jest z second handu.


Follow

The story of a pencil skirt

There isn't that much to the story, actually, so the title of this post is just a lure of sorts. The skirt is just a skirt. I made it about a year ago, intending to sell it. It was a size or two too small for me at the time. No one was interested in purchasing this piece, though, probably because of the quirky, rather strong plaid print. It lay in my closet for the last umpteen months until I put it on last week, only to find out, to my delight, that it fits me now! Thus, I earned a nice new pencil skirt. Who needs money when you have a new skirt? Especially one that you were in dire need of, like me.

That said, even though I will not sell this number, I can sew a similar skirt to measure if anyone was interested. Just sayin'.

I'm wearing a pencil skirt I made from vintage fabric, a shirt that was a gift from a friend (thank you, Ewe), a thrifted denim jacket and Mel by Melissa flats.
*Photos by my friend, Ela.


Uszyłam tę spódnicę w dość niecodzienną kratkę jakiś rok temu. Uszyłam za małą dla siebie, bo w zasadzie to miałam w planie ją sprzedać. Ale jakoś nikt się nie kwapił do kupna. Że za mała. Albo może jednak zbyt niecodzienna. To sobie do niej schudłam. I tak mi brakowało spódnicy ołówkowej. Co tam kasa, kiedy można mieć spódnicę, am I right?

Chciałam przy tym rzec, że o ile tej już nie sprzedam, to mogę podobną uszyć na wymiar. Również z bardziej stonowanych tkanin. Kto by chciał, ten wie, gdzie mnie szukać.

Mam na sobie spódnicę, którą sobie uszyłam z tkaniny vintage, bluzkę, którą dostałam od koleżanki (dzięki, Ewe), dżinsową kurtkę z second handu i balerinki Mel by Melissa.
*Zdjęcia zrobiła Ela.


Follow

I made a wedding dress #3

I've been away from the blog for the last month or so and I've been busy sewing all the time! Here's one of the pieces I take most pride in creating: a vintage inspired wedding dress, sewn from a modified 1956 pattern. The bride-to-be chose to have it in floor length and asked for sleeves. I decided to make a half circle skirt and added underarm gussets for comfortable wear. We chose beautiful rayon outer fabric and the dress is fully lined with silk. What a pleasure to wear it must be!

The pattern itself seems to be a real hit with my clients. I think it's due to the wrap/tie front that's incredibly flattering. This is the third time I made a dress based on it: first one was a test for me that's still in my closet and the second one was already proper wedding dress for another elegant lady. I hear there are more brides-to-be waiting in the line to get their version... which makes me so happy! It's such a pleasure to sew for other people, especially for special occasions!

I'm really happy with how this dress turned out. So flattering on this beauty!

The only thing is... it got stolen on its way to the wedding! I was asked to make it two months in advance since the bride was moving away overseas for her new chapter of life and it seems someone took her baggage when she was at the airport. I can't imagine what a horror for the bride it must be... and I can't say I don't feel sad about it. There's still time to find it so please keep your fingers crossed!
Nie blogowałam przez ostatni miesiąc i w tym czasie mnóstwo szyłam! Jedna z rzeczy, które wprawiają mnie w szczególną dumę, to suknia ślubna, którą uszyłam na podstawie wykroju z 1956 roku. Panna młoda poprosiła o długość do ziemi i rękawy 3/4. Wobec tego zdecydowałam się na spódnicę z połówki koła i wszyłam kliny pod pachami dla wygody noszenia. Wybrałyśmy piękną, mięsistą wiskozę na materiał zewnętrzny, a całość jest na jedwabnej podszewce. Jaka to musi być przyjemność noszenia!

Wygląda na to, że tej krój jest prawdziwym hitem wśród moich klientek. Myślę, że to ze względu na zakładaną konstrukcję przodu i wiązanie z tyłu, które pięknie podkreślają kobiece kształty. Uszyłam suknię na bazie tego wykroju już trzeci raz: pierwsza była testowa, dla mnie, i wciąż wisi w szafie. Druga była właściwą suknią ślubną. Doszły mnie słuchy, że w kolejce do tego wzoru stoją kolejne panie. Bardzo mnie to cieszy! Szycie dla innych to wielka przyjemność, szczególnie, kiedy wiem, że tworzę coś na specjalną okazję.

Podoba mi się, jak ta suknia wyszła. Piękna Maria w niej.

Ale... trzymajcie się krzesła. Suknia została skradziona! Uszyłam ją na dwa miesiące przed ślubem, bo Maria przeprowadzała się za ocean, by tam rozpocząć nowe życie. W czasie tej przeprowadzki ktoś zabrał jej bagaż na lotnisku! Nie wyobrażam sobie, jakie to straszne przeżycie dla panny młodej... a i mnie też jest smutno, nie powiem. Ale jest jeszcze czas i może uda się zgubiony bagaż odnaleźć. Trzymajcie kciuki, proszę!

Follow