I made a cape


Sometime back, in May maybe, a friend chatted me up at a bonfire we were having and asked about my no-shopping pledge. I felt awkward. I always do when I find out my friends read my blog. Also my pledge totally fell through (and you can read about the results of that happening here). I mumbled something about a need to buy a coat crossing my plans in reply.

And somehow, that coat I never made got stuck with me. I mean, I could have made one, right? Well, I suppose I could. But the trouble with a coat is that I was afraid to make it without proper preparation. And if I wanted to make one at all, I would have wanted to make it out of some nice wool fabric and it's definitely no fun to ruin nice wool fabric in case I screwed up. So I was walking around with this damn coat stuck in the back of my head up until now. Then Burda 12/2016 issue appeared and they had a cape pattern in it. I paced around it for a bit and decided it was somewhat like an entry level coat: the function is pretty much the same but it's easier to make. And a cape brings to mind the likes of Red Riding Hood, so. You know that turns me on.

So I made a cape.

I especially like the little birds facing each other in the front.

In the spirit of Christmas, I wish you all the will to break free of your fears, even if just one step at a time.

I'm wearing a cape I made using BurdaStyle 12/2016 cape pattern from vintage wool upholstery fabric. Also wearing thrifted scarf, skirt and sweater and boots c/o RoseGal.

Photos by my Mum.
Jakoś w maju kumpel zagaił mnie przy ognisku, czy nadal ciągnę swoje postanowienie o niekupowaniu ubrań przez rok. Zmieszałam się, bo:
a) postanowienie wtedy już dawno umarło (a co z tego wynikło, można przeczytać tutaj)
b) zawsze czuję się niezręcznie, kiedy się dowiaduję, że znajomi czytują mojego bloga.
Wymamrotałam coś o tym, że dobra passa i pewność siebie się skończyły, jak przyszło zimno i trzeba było kupić płaszcz.

No i jakoś mi ten nieszczęsny płaszcz zapadł w pamięć. Przecież mogłam sobie uszyć. No niby mogłam. Ale z płaszczem to taki problem, że strach się zabierać tak bez przygotowania, bo jak już szyć, to tylko z porządnej wełny, no a taką wełnę szkoda zmarnować, gdyby się okazało, że skrewiłam. I tak chodziłam z tym płaszczem utkwionym gdzieś w okolicach tyłu głowy aż do teraz. Akurat w grudniowej Burdzie wydrukowali wykrój na pelerynę. Podreptałam wokół niej trochę i zdecydowałam, że peleryna to jakby wstęp do płaszcza, coś o podobnych funkcjach, lecz jednak łatwiejsze w wykonaniu. No i jak peleryna, to Czerwony Kapturek i inne takie. Wiecie, że to do mnie trafia.

No to uszyłam.

Najbardziej podobają mi się te patrzące na siebie ptaszki na karczkach przodu.

Przełamywania strachów, nawet pomalutku, życzę Wam w ten świąteczny czas. Howgh.

Ma na sobie pelerynę, którą uszyłam wg wykroju z Burdy 12/2016 z wełnianej obiciówki vintage. Poza tym szalik, spódnica i sweter z second handu, buty dzięki uprzejmości RoseGal.

Zdjęcia zrobiła moja Mama.

Follow

5 comments

  1. I love the fabric pattern match!

    ReplyDelete
  2. Podoba mi się klimat tych zdjęć!

    ReplyDelete
  3. Nice choice my dear! Print of your cape is amazing!!! I'm Eni, blogger from Italy. I hope you get to look at my blog and tell me what you think. Kisses,
    Eni

    Eniwhere Fashion
    Eniwhere Fashion Facebook

    ReplyDelete
  4. Absolutely perfect fabric choice! I love it.
    The Artyologist

    ReplyDelete