The Shapeshifting Dress

Remember the bridesmaid's dress that I made this summer? Well, I liked the pattern so much that I made another version for myself. And then two more. The one featured in today's post is one of them. It's a lovely pattern to sew up and the interesting bit is how much it changes with different fabrics that you render it in. This was made with a thin shirting fabric that I interlined everywhere with raw cotton. It's now pretty stiff! But I like it this way. The other two versions I made feature velvet and wool georgette and the fit is totally different on each. I am thinking of making it another time, this time in some plaid wool (of course). Ought to be very pretty!

I made this dress based on a pattern I found in wedding edition of Burda from 1962, pattern number 38 207. The fabric is medium weight thrifted cotton.
Photos by my boyfriend.

Pamiętacie sukienkę, którą uszyłam latem dla pewnej przemiłej świadkowej? Wykrój spodobał mi się tak bardzo, że uszyłam kolejną wersję dla siebie. A potem jeszcze jedną i jeszcze jedną. Ta z dzisiejszych zdjęć jest jedną z nich. To ciekawe, jak wykrój zmienia swoje właściwości w zależności od tego, z czego się go szyje. Tę sukienkę uszyłam z cienkiej, koszulowej bawełny, którą wzmocniłam surówką bawełnianą. Jest dość sztywna, co bardzo lubię. Pozostałe wersje szyłam z aksamitu i wełnianej żorżety - i dopasowanie jest zupełnie inne w każdej z nich. Myślę, żeby zrobić ją jeszcze raz, tym razem z kraciastej wełny (oczywiście). Powinna wyjść ładnie!

Sukienkę uszyłam według wykroju ze specjalnego, ślubnego wydania Burdy z 1962 roku, wykrój 38 207. Tkanina jest średniej grubości bawełnianym płótnem z second handu.
Zdjęcia zrobił mój chłopak.

Follow

3 comments:

  1. Wow, this is pretty much my idea of a perfect dress! I love the collar and the fact that it has pockets.

    ReplyDelete
  2. How cute! Also I miss summer and dresses like that already so much :-)

    ReplyDelete