I made a bridesmaid's dress

Some time ago, my bank called and asked if I wanted to open a new account. Since I was thinking about that, I agreed to a meet up. Marlena was waiting for me there, friendly, patient and all smiles. She explained all the difficult financial stuff to me and asked what I was doing for a living. "I sew dresses", I said. She smiled and suggested she might ask me to sew something for her.

A week later we were picking a date to meet up again --this time for taking measurements and choosing the right fabric for her dress. And the end result is now here. I loved sewing this dress so much! So much, in fact, that I made another one from the same pattern -- this time for myself.

The whole dress is lined: the bodice with thin cotton and for the skirt I picked a lovely polyester fabric because a cotton lining would cling to tights. I hand picked the zipper --it's so elegant this way! As you can see in the photo of the back, it's barely noticeable. I actually did a whole lot of hand sewing on this garment: aside from the zip, I sewed the lining to the zipper tape and finished the armholes and the sleeve openings. The more I'm into sewing, the more I find I like sewing by hand. It's so relaxing and also gives the clothes that extra special treatment... there's tomething organic in finishing clothes by hand. A very personal quality that I appreciate --and I hope others will come to notice it, too.

I made this dress based on a pattern I found in wedding edition of Burda from 1962, pattern number 38 207. The fabric is medium weight thrifted cotton.
Jakiś czas temu zadzwonił do mnie mój bank i zaproponował mi spotkanie w sprawie otwarcia nowego konta. Umówiłam się w pobliskim oddziale i tam czekała na mnie przyjaźnie uśmiechnięta Marlena. Wyjaśniła mi cierpliwie wszystkie ważne rzeczy, w których się nie orientuję, i które mnie trochę przerażają. Przy okazji zapytała, czym się zajmuję. Szyję sukienki, odpowiedziałam. To może się odezwę, uśmiechnęła się.

Tydzień później umawiałyśmy się na zdjęcie miary, wybór modelu sukienki i tkaniny. Efekt na zdjęciu. Szyło się z przyjemnością - aż pozazdrościłam i sobie też uszyłam sukienkę z tego samego wykroju.

Sukienka Marleny jest w całości na podszewce - góra na płótnie bawełnianym, a dół na mięciutkim poliestrze, bo bawełna kleiłaby się do rajstop. Suwak wszywałam ręcznie, co widać na zdjęciu - czyli prawie nie widać linii szycia. Bardzo lubię tę metodę, jest elegancka i mnie odpręża - z czasem coraz bardziej lubię szycie ręczne. W środku część detali jest też wykończona ręcznie: przyszycie podszewki do suwaka i ujęcie zapasów podkroju pach w podszewkę góry. Takie detale zajmują oczywiście o wiele więcej czasu niż robota maszynowa, ale nie potrafię sobie ich odmówić. Wykańczanie ubrań ręcznie ma w sobie coś bardzo organicznego... Taka szczególna, osobista jakość, którą doceniam i mam nadzieję, że inni też będą potrafili ją zauważyć.

Sukienkę uszyłam według wykroju ze specjalnego, ślubnego wydania Burdy z 1962 roku, wykrój 38 207. Tkanina jest średniej grubości bawełnianym płótnem z second handu.

Follow

6 comments:

  1. Leży idealnie :) Napracowałaś się, ale było warto. Ciekawi mnie, jak wyszedł Twój egzemplarz :D

    ReplyDelete
  2. Beeeeautiful dress. As always.
    Your talent is just amazing!
    Much love,
    Mona

    ReplyDelete
  3. such a pretty dress! I wish I made them like that ;)

    ReplyDelete
  4. przepiękna! Oczarował mnie niezwykle wzór na bawełnie!
    Powiedz proszę, czy jest to 100% bawełna?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :). Tak, to 100% bawełniane płótno.

      Delete