I made a wedding dress #3

I've been away from the blog for the last month or so and I've been busy sewing all the time! Here's one of the pieces I take most pride in creating: a vintage inspired wedding dress, sewn from a modified 1956 pattern. The bride-to-be chose to have it in floor length and asked for sleeves. I decided to make a half circle skirt and added underarm gussets for comfortable wear. We chose beautiful rayon outer fabric and the dress is fully lined with silk. What a pleasure to wear it must be!

The pattern itself seems to be a real hit with my clients. I think it's due to the wrap/tie front that's incredibly flattering. This is the third time I made a dress based on it: first one was a test for me that's still in my closet and the second one was already proper wedding dress for another elegant lady. I hear there are more brides-to-be waiting in the line to get their version... which makes me so happy! It's such a pleasure to sew for other people, especially for special occasions!

I'm really happy with how this dress turned out. So flattering on this beauty!

The only thing is... it got stolen on its way to the wedding! I was asked to make it two months in advance since the bride was moving away overseas for her new chapter of life and it seems someone took her baggage when she was at the airport. I can't imagine what a horror for the bride it must be... and I can't say I don't feel sad about it. There's still time to find it so please keep your fingers crossed!
Nie blogowałam przez ostatni miesiąc i w tym czasie mnóstwo szyłam! Jedna z rzeczy, które wprawiają mnie w szczególną dumę, to suknia ślubna, którą uszyłam na podstawie wykroju z 1956 roku. Panna młoda poprosiła o długość do ziemi i rękawy 3/4. Wobec tego zdecydowałam się na spódnicę z połówki koła i wszyłam kliny pod pachami dla wygody noszenia. Wybrałyśmy piękną, mięsistą wiskozę na materiał zewnętrzny, a całość jest na jedwabnej podszewce. Jaka to musi być przyjemność noszenia!

Wygląda na to, że tej krój jest prawdziwym hitem wśród moich klientek. Myślę, że to ze względu na zakładaną konstrukcję przodu i wiązanie z tyłu, które pięknie podkreślają kobiece kształty. Uszyłam suknię na bazie tego wykroju już trzeci raz: pierwsza była testowa, dla mnie, i wciąż wisi w szafie. Druga była właściwą suknią ślubną. Doszły mnie słuchy, że w kolejce do tego wzoru stoją kolejne panie. Bardzo mnie to cieszy! Szycie dla innych to wielka przyjemność, szczególnie, kiedy wiem, że tworzę coś na specjalną okazję.

Podoba mi się, jak ta suknia wyszła. Piękna Maria w niej.

Ale... trzymajcie się krzesła. Suknia została skradziona! Uszyłam ją na dwa miesiące przed ślubem, bo Maria przeprowadzała się za ocean, by tam rozpocząć nowe życie. W czasie tej przeprowadzki ktoś zabrał jej bagaż na lotnisku! Nie wyobrażam sobie, jakie to straszne przeżycie dla panny młodej... a i mnie też jest smutno, nie powiem. Ale jest jeszcze czas i może uda się zgubiony bagaż odnaleźć. Trzymajcie kciuki, proszę!

Follow

5 comments:

  1. Piękna jest ta suknie, widziała już ja na weselnej grupie wsparcia, bo Maria ją zamieściła. Taka inna, taka jej :) Podziwiam

    ReplyDelete
  2. ładna, taka skromna ale pełna uroku :)

    ReplyDelete
  3. The dress is beautiful and so is the bride. But gosh, how horrible. I hope they find the dress!! Fingers Xed!
    Hope you're having a lovely day. And it's so great to see you back!
    Much love,
    Mona

    ReplyDelete
  4. I'm keeping all of my fingers crossed that the dress will surface in time for the wedding!

    ReplyDelete