Won't you meet me at the gates of the garden

Lush is the word right now. Everything's either green or in bloom and I like that. We went to the botanical garden the other day, to take in a different kind of scenery than that we're used to seeing on the Bluff. Places like this, seemingly hidden from sight, make my heart leap. All the greenery along with a slightly mysterious stone stairway bring childhood books to my mind, "The Secret Garden" kind, naturally, and then there are some Nick Cave's songs and other such pleasant things. This is probably my second favorite time of the year: before the heat strikes but when the nature is already fully alive. My first choice, though, would always be late summer and early autumn days of September. I think I could live in a land of eternal spring or autumn, if there ever was a place like that.

I'm wearing: an old dress and belt and bag and no-name flats.
*Photos by my boyfriend.
Słowo na teraz: bujność. Wszystko jest zielone albo kwitnie, podoba mi się to. Przeszliśmy się na spacer do ogrodu botanicznego, by obejrzeć inny krajobraz niż ten, do którego przyzwyczaiła nas Skarpa. Takie miejsca jak to, pozornie schowane przed ludzkim wzrokiem, poruszają moją wyobraźnię. Cała ta zieloność i ukryte w niej kamienne schodki przywodzą mi na myśl książki z dzieciństwa i niektóre piosenki Nicka Cave'a, i inne przyjemne rzeczy. To chyba drugi mój ulubiony czas w roku: zanim uderzą upały, ale kiedy już wszystko żyje pełnią życia. Na pierwszym miejscu jest zawsze wrześniowe późne lato i wczesna jesień. Mogłabym żyć w miejscu, gdzie zawsze zdarza się tylko wiosna i jesień, gdyby takie miejsce istniało.

Mam na sobie: starą sukienkę, pasek i torebkę, i balerinki no-name.
*Zdjęcia zrobił mój chłopak.

Follow