Aware: Slow fashion?


*This post is a part of a series called Aware in which I am talking about the fast fashion/slow fashion dynamics.

I've been reading a lot about slow fashion on Polish blogs. There are places dedicated to the topic here, like Ubieraj się klasycznie and Style Digger and parts of Joulenka's blog - places I like to visit and admire their creators. It seems the topic is getting more and more popular --which is so very good. But all this reading got me thinking about the way slow fashion is being defined. It seems to be a cure-all of sorts. If you have nothing to wear even though your closet is bursting with clothes -- you need to throw stuff out. Switch to slow fashion and life will be so much easier. If you don't know how to match your colours -- you need to stop following trends and go classic. Switch to slow fashion and life will be so much more convenient. If you don't feel good in the clothes you wear --you need to think for yourself and choose clothes that you like, not ones that advertising made you wear. Switch to slow fashion and you'll find yourself.

Now, these clues aren't half bad! I'll be the first to agree that when you finally get on the right track with your clothes, life gets so much better. The I-have-nothing-to-wear-days happen once a blue moon instead of once a week. You get more confident. Generally speaking, clothes take less of your headspace. They're there to serve their purpose and we don't go crazy about them, trying to make them match our bodies, personalities and lives.

That said, I do believe that there's a crucial part missing from the equation: the broader outlook beyond yourself and your closet.

On the most basic level, slow fashion is an answer to fast fashion. We all know what fast fashion is: it's an industry managing cheap and disposable clothing and abusing people along the way, starting with materials producers, to sweatshop workers, to consumers. Thus, slow fashion is an alternative: clothes that are designed and produced so that they last, made with respect of workers' rights and with responsibility towards the environment. I think the understanding of this opposition is lacking and that's why a lot of articles only talk about how you can personally benefit from slow fashion.

I may be stern in my assessments. You probably have to take care of yourself before you can switch your mind to observing a broader picture. I think that's how it was in my case: when I finally got in control of my personal clothing chaos, when I stopped buying heaps of second-hand garments and ceased to experiment with silhouettes and got a hang of what I feel and look good in, it occurred to me that there is more to fashion. It has a deeper sense than just looking for personal satisfaction --although that is important, too.

What slow fashion means to me

The most important part is that turn you take in your head once you're done managing your wardrobe. It's then that you can stop thinking about clothes and start thinking about people who are as entangled in the fashion industry as we are --but, mostly, much more harmfully than we are.

Thus, slow fashion means being conscious of what is going on in the fashion world. And I don't mean new collections, fashion weeks and current starlets. I mean back-stage workings and production processes. Once you know something, you can't unlearn it. I strongly believe this influences our future choices.

Slow fashion consequently means ethical consumerism or at least trying to be as ethical as possible in your shopping choices.

This means looking for brands that make their items ethically. It means withdrawing from supporting with your shopping choices of the brands that exploit people and environment. It means searching for informations about how the big corporations work and trying to stop the way it happens because there's hope that something can change for people who work at the lowest level of this machine.

Slow fashion is, of course, not buying excess stuff, but not for your own wallet's sake. The less we buy, the less we throw out, and that means caring for the environment.

Now, I am aware that to me, this is a kind of a mission. I'm not saying anyone else needs to treat it that way and try to act within some self-imposed set of rules, like I did when I made a pledge to not shop for a year and then felt stupid because I didn't carry it on. I needed that --and it's probable that no one else does. But if there's one thing that I believe in, it's that it's worth it to know more. Slow fashion as a self-help book intended to teach you about matching your stripes with your solids is just a marketing trick. Admittedly, it's not that bad, because if there is something that can help a person feel better about themselves, then I'm all for it --but it's just not the whole picture. There is a lot more available to everybody than just thinking about themselves. I believe that these things are the ones that you need to think of if you want to treat yourself as a person who's aware of what's going on in the world around them. That is something truly enriching. A well-suited wardrobe, not so much.

*Ten post jest częścią serii Świadomi, w której piszę o relacji między fast fashion i slow fashion.

Sporo ostatnio czytałam o slow fashion na polskich blogach. Istnieją miejsca poświęcone tej tematyce, takie jak Ubieraj się klasycznie i Style Digger, i część bloga Joulenki. Temat jest coraz bardziej popularny i myślę, że to dobrze. Zastanowiło mnie jednak to, w jaki sposób slow fashion jest definiowany. Z tego, co czytam, jawi się jako panaceum na bolączki dnia codziennego. Jeśli nie mam się w co ubrać, mimo że szafa pęka w szwach - trzeba powyrzucać. Przejdę na slow fashion, będzie mi łatwiej. Jeśli nie umiem dobierać ubrań do siebie - to dlatego, że w głowie mam za dużo trendów zamiast klasycznych rozwiązań. Przejdę na slow fashion, będzie mi wygodniej. Jeśli nie czuję się dobrze w tym, co noszę - to dlatego, że noszę coś narzuconego, zamiast "swojego". Przejdę na slow fashion - odnajdę siebie.

To są wcale niezłe pobudki do wprowadzenia zmian w swoim podejściu do ubrań. Pełna zgoda co do tego, że jak już się wskoczy na odpowiednie tory ubraniowe, to łatwiej się żyje, choćby dlatego, że te straszne momenty "nie mam co na siebie założyć" zdarzają się raz na ruski rok, a nie co drugi dzień. Jest się pewniejszym siebie i ogólnie rzecz biorąc - ubrania mniej zaprzątają głowę. Po prostu są i służą nam, a nie stają się trudnym elementem życia, wokół którego tańcujemy jak połamani.

Tym niemniej wydaje mi się, że brakuje tu spojrzenia szerzej niż tylko na siebie i swoją szafę.

W najbardziej podstawowym rozumieniu, slow fashion jest odpowiedzią na fast fashion. Czym jest fast fashion wszyscy wiemy: przemysłem zarządzającym tanią, jednorazową modą, który wyzyskuje ludzi, począwszy od producentów materiałów, przez wytwórców ubrań, po konsumentów. Slow fashion ma być więc dla niego alternatywą: ubraniami zaprojektowanymi i uszytymi tak, by trwały, wytworzonymi z poszanowaniem praw pracowników, i odpowiedzialnie wobec środowiska. Wydaje mi się, że to zrozumienia właśnie tej opozycji brakuje i dlatego wiele tekstów o slow fashion odnosi się wyłącznie do tego, jak może dzięki niemu skorzystać jednostka.

Być może jestem zbyt sroga w swoich ocenach. Prawdopodobnie najpierw trzeba zadbać o siebie i dopiero w efekcie tego następuje przesunięcie punktu widzenia. Myślę, że w moim wypadku tak było. Kiedy opanowałam wewnętrzny chaos związany z kwestiami ubioru, okazało się, że mogę spojrzeć szerzej niż tylko na siebie i na półki sklepowe. Kiedy przestałam nałogowo kupować w szmateksach, eksperymentować i sprawdzać czy mi coś pasuje, kiedy poczułam się pewnie w swoich krojach i, w efekcie, również w swoim ciele, dotarło do mnie, że sens mody może być głębszy niż poszukiwanie zadowolenia z siebie - chociaż to też jest ważne.

Czym jest slow fashion dla mnie?

Najważniejszy w jest dla mnie zwrot w myśleniu, który dokonuje się po tym, jak już ogarniemy siebie. Wtedy można przestać myśleć o ciuchach, a zacząć myśleć o ludziach równie uwikłanych w przemysł jak my, a zwykle, prawdę mówiąc, uwikłanych w niego zdecydowanie bardziej i dotkliwiej.

A zatem slow fashion jest świadomością tego, co się w świecie mody dzieje. Mówię nie tyle o nowych kolekcjach, fashion weekach i pokazach projektantów, ile o zakulisowych działaniach i procesach produkcji. Kiedy raz się czegoś dowiemy, nie da się przestać wiedzieć. Wierzę, że to musi wpływać na dalsze wybory.

Slow fashion równa się wobec tego etycznemu konsumeryzmowi, a w każdym razie dążeniu do niego.

Slow fashion to szukanie marek, które produkują rzeczy etycznie. To rezygnacja ze wspierania swoimi pieniędzmi marek, które działają na szkodę ludzi. To poszukiwanie wiadomości o tym, jak działają wielkie korporacje i próby przeciwstawienia się tej rzeczywistości, bo jest nadzieja, że coś się zmieni i ludziom, którzy w tej machnie pracują na samym dole, będzie lepiej.

Slow fashion to niekupowanie rzeczy zbędnych, oczywiście, ale nie tylko dlatego, że dbamy o swój portfel. Chodzi przede wszystkim o to, że im mniej kupujemy, tym mniej wyrzucamy, a dzięki temu dbamy o środowisko.

Zdaję sobie sprawę, że dla mnie to jest jakaś misja. Nie dla każdego musi być. Nie każdy musi próbować sobie narzucać ramy działania, tak jak ja, na przykład wtedy, kiedy chciałam nie kupować ubrań przez rok, a potem było mi głupio, że mi się nie udało. Mnie to było potrzebne - nikomu innemu nie musi. Ale jeśli jest coś, w co wierzę, to to, że warto wiedzieć więcej. Slow fashion w wydaniu poradnika do radzenia sobie z życiem jest tylko chwytem marketingowym. Nie jest to złe wydanie, bo jeśli coś może komuś ułatwić życie, to jestem bardzo za, ale to nie są kompletne informacje na ten temat. Poza myśleniem o sobie jest coś więcej: i sądzę, że to są właśnie rzeczy, które trzeba wiedzieć, jeśli chce się traktować siebie jako człowieka poważnie myślącego o rzeczywistości wokół. To chyba właśnie to nas ubogaca. Nie dobrze dopasowana garderoba.

Follow

3 comments:

  1. I completely agree with what you are saying here. It really feels to me that the answer to happiness - in any realm of life, including fashion - is to look outwards and care about the world around us and to try to do good there; trying to make ourselves happy by focusing on us doesn't work. (Though, I am still plenty young and will probably change my mind to make this thought more nuanced. I don't mean to say that I've got it all figured out.)

    I too feel that this 'Slow Fashion' is a mission. When I saw The True Cost, I decided to stop shopping and learn to sew all of my own clothes. I really don't enjoy sewing much - still don't..ug.. - so looking outward at the state of this world really helps to give me the pushes I need to keep going.

    So far, like you, I have been imperfect. Since I started learning to sew this last fall, I have bought 2 pairs of pants and 1 bra - (my first experiment with bras was more than a bit disheartening). But I have learned so much more than what a French seam is. It was wonderful everything that I learned about myself, what I like, what I am capable of, all of which I would not have learned if myself is all that I was focused on.

    If myself was all that was within my vision, I would have given all of this up months ago. But the bigger picture keeps me going.

    So thank you for this column. I am loving this series so far :) Sorry my post was a bit rambly. I hope I made my point at least a little bit.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you for your insightful comment, Chrystene! I'm impressed with what you wrote here and with your mission.

      That imperfection... you know, I personally always thought it was the very spice of life. I mean, we may strive to be perfect and we may want to carry our mission as best as we can but still, I'm sure we're going to slip here and there on the way. We're only human after all. I don't mean that as an excuse to just let ourselves be and do whatever we want. I mean we may be imposing some impossible rules on ourselves because of our perfectionism and then we feel way too much guilt when we don't meet our own crazy standards. That's what I do most of the time. So I think it's important to remind myself from time to time that I'm only human, and it's ok if I fail. It doesn't mean the whole mission is cancelled. It teaches me something each and every time. It helps me push forward. After all, if you're perfect, you can't possibly advance anymore, isn't that right?

      So don't beat yourself up about those times you can't keep your own pledge. You're incredible anwyay, you know? I can't imagine what I would have done with all this knowledge that I have AND with a dislike towards sewing. I love sewing which makes it all SOOO much easier for me. I can't imagine how hard it must be for you and yet, you are still doing it. You're truly amazing. That's what I call dedication to a mission.

      I'm so glad you like my small series. Some people unfollowed me because of it so I'm really grateful to anyone who takes time to let me know they appreciate what I do. It makes me want to go forward with it. I'll keep it up and I hope to post about it more frequently :).

      Thanks!

      Delete
  2. Thank you Klara! This is so well stated.
    -Joy
    Outfit Zest

    ReplyDelete