Południca

We've been playing The Witcher 3: The Wild Hunt a lot lately. It's such a beautiful and well-written game! Everything about it is so deeply Slavic and feels instantly familiar to me. As someone who grew up reading all the folk tales she could find and dreamt of one day meeting the hidden folk, I feel completely immersed in the game's plot and characters. It's dark and passionate, it's hilarious and cheeky, it's touching and full of great adventure. It's been on my mind a lot lately, and how taking a break from playing it felt like putting down a favorite book.

So when we went to take these photos, I couldn't help but channel a certain creature appearing within the game, called Południca, which roughly translates to 'noon maiden'. According do Slavic folklore they were young girls who died on the day of their wedding and turned into wraiths. They would forever wander through the fields at midday and drive the working folk insane. I may be a tender noon maiden, not driving anyone mad with grief, but my surroundings, still bare and a bit sad, felt truly magical on that day, especially with unknown birds singing close by and a sounder of boars passing within meters.

Wearing: pretty much everything is thrifted, vintage and old. Boots are from Nord, sold out.

*All photos by mty boyfriend.
Gramy od jakiegoś czasu w Wiedźmina 3: Dziki Gon. To taka piękna i dobrze napisana gra! Wszystko w niej jest tak głęboko słowiańskie, że czuję, że jest mi bliskie. Kiedy dorastałam, moich rąk nie opuszczały ludowe baśnie, bardzo długo marzyłam o tym, że spotkam kiedyś stworzenia z tych opowieści. Bez trudu zanurzam się więc w postaciach z gry i w jej fabule. Jest tam mrok i pasja, poczucie humoru, wzruszenia i mnóstwo wspaniałych przygód. Kiedy przerywam grę, czuję się, jakbym odkładała ulubioną książkę.

Kiedy wybraliśmy się zrobić dzisiejsze zdjęcia, automatycznie pomyślałam o południcach, które pojawiają się w Wiedźminie. Jeśli nie znacie tych postaci, to były one upiorami młodych dziewczyn zmarłych w dniu swojego ślubu. Były skazane na wieczne wędrowanie przez pola, gdzie napotkanych w samo południe ludzi dręczyły i doprowadzały do szaleństwa. Ja jestem łagodniejszą południcą i nikt przeze mnie nie oszalał, ale przyroda wokół jest całkiem magiczna: jest wciąż jeszcze nago i smutno, ale nieznane mi ptaki śpiewają wśród gałęzi, a dziki przemykają gdzieś z boku, kilka metrów od nas.

Mam na sobie rzeczy stare, ze szmateksu lub vintage. Buty są z Norda, już wyprzedane.

*Zdjęcia zrobił mój chłopak.

Follow