Home is where

You can never go wrong with a breton shirt and a black skirt, right? Add a red beret and you're good to go. I had to add this purse, a gift from The Fish, to the mix, too, and now it feels perfectly put together with a touch of quirky or silly which seems to be something I go for quite often. Also, it makes me feel a bit out of place, I guess, because that three storey house that my purse is, calls for a surrounding of an old town which would make everything look very matchy-matchy, like I'm an accessory to the old buildings. No buildings of this type around me, though, I'm afraid, so my regular neck of the woods it was.

I made this skirt myself and it's a simple half circle with a twist --or rather, with a straight line along the front and the back. I elongated the circumference around the waist and then added a large box pleat in the front and two smaller symmetrical pleats in the back. No pattern is required to make a skirt like this, you just need to use your common sense. And that's the beauty of it. It makes the skirt look so much fuller without making it excessive, and also shifts the flounce of a half circle skirt from the front to the sides, which is pretty flattering. Easy peasy. I went ahead and attached a placket in the front with two golden buttons I cut off a vintage coat. I'm guessing this will be my go-to shape of a skirt for a long time to come.

I'm wearing: a skirt that I made out of thin suiting wool, a Disaster Designs purse that was a gift from my boyfriend, a found dress, worn as top, and the rest of the stuff is oldish.

*All photos by myself.

Taki zestaw jak bluzka w paski i czarna spódnica jest zawsze bez pudła. Jeszcze czerwony beret i można spokojnie iść na podbój miasta. Tym bardziej z torebką taką, jak moja, w kształcie kamienicy. Z pewnością znakomicie pasowałabym z takim ubiorem do malowniczych budynków jakiegoś starego miasta, ale że takich w okolicy niedostatek, musicie się zadowolić moim lasem.

Uszyłam tę spódnicę z połówki koła, ale nie tak zupełnie zwyczajnie: dodałam w obwodzie parę centymetrów na środku przodu i tyłu, a potem założyłam dwie odwrócone kontrafałdy z przodu i dwie symetryczne plisy z tyłu. To banalne, nie wymaga wykroju, wystarczy użyć rozumu. Przymocowałam przy pasku listwę z dwoma złotymi guzikami, które odprułam od starego płaszcza. Jest dosyć marynarsko, a przynajmniej tak mi się to kojarzy. Spódnica jest z cienkiej, sprężystej wełny kostiumowej i liczę na to, że dzięki tkaninie znakomitej jakości posłuży mi wiele lat. Zresztą ten kształt tak mi przypadł do gustu, że niewątpliwie będę go szyła częściej.

Mam na sobie spódniczkę, którą sobie uszyłam z cienkiej wełny, którą mam z drugiej ręki. Torebka z Disaster Designs jest prezentem od mojego chłopaka. Znalezioną sukienkę noszę jako bluzkę, a reszta rzeczy jest już stara.

*Zdjęcia zrobiłam sama.

Follow