An excited sort of beetle

So as I was saying, I want my small sweater in all the colours of the world. And to make things easier, I ordered wool knit that actually is in a lot of colours of the world: it is a bit like a beatle's shell. So, as soon as the fabric came at my door, I couldn't wait and started cutting and sewing, and an hour and a half later, the small sweater was complete and I was an excited sort of beetle when I wore it. (Ok, you might not get my excitement if you don't know the quote I'm hinting at, it's from A.A. Milne's poem, here.) It may look like harsh digital noise in the photos but it really is like that in person (is wool a person?). Along with this wool, I bought some others, a dark green one and a navy blue one with white speckles, so more small sweaters will be coming this way. I may sew one with long sleeves next. I am excited. I also felt incredibly chic in this outfit, almost like a grown up. Or maybe like a proper university student. I used to be a proper university student for many years but never wore clothes like that. What opportunities for feeling appropriate have I missed!

I made the sweater myself. The skirt and the scarf are thrifted. The necklace and the oxfords are old. The tights are new and made by Funpol. The jacket is a gift from Bartek and comes from Top Secret (sold out).

*All photos by myself.

Jak mówiłam, chcę mieć swój mały sweter we wszystkich kolorach świata. A żeby sobie to ułatwić, zamówiłam wełnianą dzianinę, która jest rzeczywiście w wielu jego kolorach. Mieni się i opalizuje, i wygląda trochę jak pancerzyk żuka. Kiedy tylko materiał dotarł do mnie, rzuciłam się do krojenia i szycia, i w półtorej godziny powstał mój trzeci mały sweter. Na zdjęciach wygląda może trochę jak straszny szum z matrycy, ale w rzeczywistości wygląda... właściwie to dokłanie tak. Razem z tą dziwną, żukową wełną, przyszły też inne: zielona i granatowa w białe ciapki, więc małe swetry będą powstawać na potęgę. Może nawet uszyję któryś z długimi rękawami. Czuję się tym szyciem dzianin bardzo podekscytowana. Czułam się też prawie całkiem jak prawdziwy dorosły człowiek w tym zestawie z ołówkową spódnicą. A może bardziej jak prawdziwa studentka jakiegoś humanistycznego kierunku. Przez wiele lat byłam prawdziwą studentką humanistycznego kierunku, ale wtedy nie nosiłam takich ubrań. Ileż okazji na czucie się adekwatną straciłam!

Sweter sobie uszyłam. Spódnica i szalik są z second handu. Naszyjnik i oksfordki są stare. Rajstopy są nowe, z Funpolu. Kurtka jest prezentem od Bartka, z Top Secret.

*Zdjęcia zrobiłam sama.


Follow