Happy as a clam

After writing that long and hard post about my body story, I felt a need to let myself rest for a while. That coincided with a lot of stuff that needed to be taken care of and so, I wasn neither able, nor willing to write too much last week. At the same time, I wanted to say I was really touched by your responses to my last post. I was anxious when I was hitting the "publish" button --not really while writing, no --but when I kept seeing all the thoughts coming my way, I felt I did good. I wanted to give food for thought and it seems that I did. And that's what matters. Thank you for letting me know. 

Also, after all that writing, I felt I wanted to share some simple things. So here's a small peek at what has been making me happy recently.

Sewing makes me happy. Wearing a skirt I've just sewn makes me happy (even if it still needs hemming). Talking in depth with other people makes me happy. Singing makes me happy. Listening to R.E.M. makes me happy and sad at the same time, and that makes me happy, too. Beautiful weather and warm December make me happy. Seeing my Granny in good mood makes me happy as a lark. Taking walks in the woods with my boyfriend, The Fish, makes me happy. Watching Sailor Moon makes me happy. And seeing my dogs come back from a wild hunt after a deer makes me happy, too.

Kiedy skończyłam pisać ten długi i trudny tekst o cielesności, poczułam, że trzeba trochę odpocząć. Zbiegło się to z paroma sprawami do załatwienia w ciągu tygodnia i dlatego ostatnio siedziałam cicho. Ale chciałam też powiedzieć, że jestem naprawdę wzruszona odpowiedziami, które dostałam na ten ostatni wpis. Obawiałam się trochę już po tym, jak kliknęłam "opublikuj" - nie w trakcie pisania, nie - ale kiedy zobaczyłam zwrotne wiadomości, poczułam, że robię dobrze. Chciałam podrzucić coś do przemyślenia i chyba się udało. I to tylko ma znaczenie. Dzięki, że dałyście mi znać.

Po tym całym trudnym pisaniu chciałam się podzielić czymś prostym. Paroma rzeczami, które mnie ostatnio cieszą.

Szycie. Zakładanie spódniczki, którą właśnie uszyłam (nawet jeśli wymaga jeszcze podłożenia). Porządne rozmowy z ludźmi. Śpiewanie. Słuchanie R.E.M.-u cieszy mnie i smuci jednocześnie, a to razem wzięte sprawia mi radość. Piękna pogoda i ciepły grudzień. Widok mojej Babci w dobrym humorze. Spacery po lesie z Rybą. Oglądanie Sailorek. I witanie moich psów zziajanych długą gonitwą za sarną.


Skirt: made it myself
Fabric: thrifted wool
Pattern: half circle skirt, no pattern needed
Sweater: thrifted
Jacket: Bershka
Scarf: a piece of wool from my stash
Overknee socks: Veneziana via allegro
Oxfords: found
Bag: ancient

*Photos by my boyfriend, The Fish.

Follow

4 comments:

  1. bardzo piekne klimatyczne zdjecia :)

    zapraszam!

    ReplyDelete
  2. Cudowna gra światła, nie znam nikogo kto tak mistrzowsko chwyta piekno chwili w tak naturalny sposób, cieszy się chwilą, ok chwilami i celebruje. Nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brak i jak bardzo za tym tęsknię. Przez pracę czuję, że usycham, bo pomimo tego, że lubię to co robię, to brakuje mi takich chwil na kontemplację przyrody.
    Sweter pięknie współgra ze spódniczką, sama chętnie bym tak się ubrała. Kocham Twoją magię :)

    ReplyDelete