Deflated disco ball

My boyfriend, The Fish, referred to this sequin-covered cap as a "deflated disco ball" and I like this comparison. The cap is a total head-turner and many people who look at me wearing it, frown at how show-offish it is but I think it's actually silly and funny and I wear it for the proverbial lulz.

The tent dress I sewed earlier this autumn proved difficult to style differently than just with a shirt underneath. I wore it a few times with different white blouses but it all looked pretty much the same. Once I've found this turtleneck, I knew it would be a good fit for a colder day. And it is. As much as I don't like turtlenecks, I might be finding some use for this one later on, especially since I can feel this particular piece of wardrobe making a huge comeback with the 1970s being on trend right now --a trend I do not despise for once, and am pretty happy to exploit for my own pleasure.

Mój chłopak, Ryba, nazwał tę obszytą cekinami czapkę "sflczałą kulą dyskotekową" i podoba mi się to porównanie. Za czapką oglądają się ludzie - a oglądają się często z niesmakiem, bo taka strasznie krzykliwa. Ja z kolei uważam, że jest zabawna i głupkowata, i noszę ją dla śmiechu. 

Sukienka namiotowa, którą uszyłam wcześniej tej jesieni, okazała się trudna do zestawienia inaczej niż po prostu z białą koszulą pod spodem. Tak też ją do tej pory nosiłam. Trochę nudno. Na szczęście znalazłam ten szary golf - i na pewno mi się przyda w miarę, jak będzie się robiło chłodniej. Nie przepadam za golfami, ale może się do nich przekonam, zwłaszcza, że, jak sądzę, zrobią powrót w wielkim stylu teraz, kiedy lata 70-te są w modowym natarciu. To akurat trend, na widok którego nie dostaję gęsiej skórki, i zamierzam sobie ten przyjemny kaprys projektantów wykorzystać na własnu użytek.

Dress: made it myself
Turtleneck: found
Overknee socks: Funpol via Allegro
Sequin cap: no name from a now-closed local shop
Tights: ?
Ankle boots: Zign

*Photos by my boyfriend, The Fish.

Follow

6 comments:

  1. Your photos always look so dreamy and beautiful. How much of that is in the photography and how much is in the editing?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha, that's a good question! I really couldn't tell you. All I do is (well, except for posing and discussing framing with my boyfriend who takes most of the photos) adjust colours and contrast and such. As a photographer, I feel like a photo is never complete without editing, so... that would mean it's all in the photography :D. But I do get your question and I can see the difference between the two parts of the whole that you point out. I think most of the dreaminess comes from the natural settings we choose for the photos, and then there are some tricks like taking photos with grasses or small branches directly in front of the camera, which makes parts of the picture appear blurry. We sometimes also use freelensing as an additional dreaminess-inducing factor. It's a technique where you unscrew your lens and hold it in front of your camera at an angle, so you get parts of the picture sharp in weird places. Very cool.

      Short answer: I don't really know how to measure it. I only know that I try to achieve this dreamy, fairytale-esque effect and I hope I'm succeeding! Anyway, it is all happening for real!

      Delete
  2. No dobre, dobre z tą disco-kulą :), przypomina mi się piosenka Lombardu - "tę diamentowa kulą dostaniesz między oczy..." itp. Fantastycznie sympatycznie

    ReplyDelete
  3. EEe tam nie ma co przejmować się tym co mówią ludzi, bo oni jeśli będą chcieli gadać, to i tak będą to robić :P hehe
    Mi się podoba ta czapucha- trzeba wychodzić przed szereg, a nie wtapiać w tłum szaro-burych ludzi :)

    Super wyglądasz kochana!

    udanego weekendu :)
    Daria

    ReplyDelete
  4. I loooove this outfit! Everything about it is perfect! Okay!
    Much love,
    Mona

    ReplyDelete