By the sea

We went to the seaside briefly, to see one of our all-time favourite bands. My boyfriend, The Fish surprised me with tickets to Judas Priest not long after I told him I had made a pledge to myself back in high school that I would go see them once. I never went, though, and, frankly, I really hadn't thought I would actually do. That's how I am, probably. A few years ago I was very much into another band and I was so thrilled when I learned they were touring Europe and coming to my city that I bought my ticket immediatelly. But I never went. I lacked the courage to go to some unknown club filled with a crowd of strangers. I stayed with my friends that night, and it wasn't particularly fun anyway, and the band I was so much into stopped playing a year later, so I really missed out. I guess I never would have kept my own promise this time, either, if it wasn't for The Fish.

It was nice to stay at the seaside for a while, even though we only had one day of (somewhat) sunshine. We went to the beach that day, just to see the big water. It was windy but the sea was perfectly calm, with only the tiniest waves forming. 

Pojechaliśmy nad morze na koncert z dawna ulubionego zespołu. Mój chłopak, Ryba, zaskoczył mnie biletami na Judas Priest niedługo po tym, jak opowiedziałam mu, że jeszcze w liceum obiecałam sobie usłyszeć ich kiedyś na żywo. Prawdę mówiąc nie sądziłam nigdy, że dotrzymam tej obietnicy. Taka już jestem. Parę lat temu zespół, który wówczas uwielbiałam, miał trasę po Europie i zawitał do Warszawy. Bilet kupiłam dużo wcześniej i byłam bardzo podekscytowana, ale na koncert nie poszłam. Zabrakło mi odwagi, żeby iść w nowe miejsce i stać w tłumie obcych ludzi. Spędziłam tamten wieczór ze znajomymi i nawet nie było szczególnie fajnie, a jakiś rok później zespół się rozpadł, więc naprawdę sporo straciłam. Chyba i tym razem nie dotrzymałabym sobie samej danego słowa, gdyby nie Ryba.

Nad morzem byliśmy dwa dni i tylko jeden z nich był w miarę słoneczny. Poszliśmy wtedy na plażę, żeby zobaczyć choć przez chwilę dużą wodę. Wiatr wiał bardzo mocno, ale morze było zupełnie spokojne, formowały się tylko maleńkie fale.  


Jacket: from my Granny's Closet
Denim Jacket: thrifted
Sweater: Mango, old
Skirt: New Look
Socks: Funpol via Allegro
Ankle boots: Zign
Necklace: old
Scarf: a piece of wool from my stash
Hat: old

*Photos by my boyfriend, The Fish,

Follow

4 comments:

  1. pieknie wykonanae zdejcia :) maja swoj nastrój :)



    zapraszam

    ReplyDelete
  2. Na Judasów miałam bilet w 2005 do Spodka, ale koncert się nie odbył. Od tego czasu już nigdy się na nich nie wybrałam.

    Za to w szkole średniej też strasznie chciałam pojechać na Pearl Jam do Spodka i mi nie wyszło, i tu akurat się zrehabilitowałam w 2007 w Chorzowie :).

    Depeche Mode też mi przepadł w Wawie w 2009, bo się nie odbył. Kumpel się śmiał, ze jak będzie jechał na jakiś koncert to nie mam kupować na niego biletu, bo na pewno się nie odbędzie :P.

    Morze o tej roku porze - zajefanie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale masz historie, no! A zwrócili chociaż za te bilety? Bo, kurka, tanio to sobie nie liczą za występy. Na Depeszy pewnie też mnie Ryba wyciągnie. I na Kury planujemy jechać, znaczy Cury. Może też się wybierasz?

      Delete
  3. I love those soft winter/beach photos, they make me realize how much I miss the sea! I am going to visit my parents over christmas und must make sure to pay a visit to the baltic sea coast then... I wish you happy holidays!

    ReplyDelete