Bags and snowberries

I made this large tote bag as a gift for my Mum's birthday and only borrowed it from her temporarily for our getaway. I now feel I need to make one like it for us: it's just so roomy and convenient! I was able to fit a jacket and my large purse inside, and then added a laptop and some magazines --and it held all that with no problem. Also I'm really happy with how the dandelion print came out. I carved this design in rubber in a jiffy and when I first tried printing it, it was really pleasing. By far the best of my stamps as of yet. I may print some fabric with it and sew a unique dress. It seems the best things happen when I'm not thinking too hard about the outcome and just go with the flow. This was actually the case with the bag itself: I had no pattern, just made it up as I went and it works great. What you can't see is that the brown part with dandelions on it is a pocket and also the tote is lined and there is another pocket inside. I may need to think about some sort of a closure for it: a zipper prehaps. 

And by the way, if you scroll all the way down, you'll see me holding a few white berries. As a kid, I used to call them "bird's weed" and my boyfriend, The Fish, knew them as "snowies". Do you know what they are used for? How do you call them in your area?

Tę wielką torbę uszyłam jako prezent urodzinowy dla mojej Mamy i tylko pożyczyłam ją od niej na nasz wyjazd - teraz myślę, że muszę nam uszyć taką samą. Okazała się bardzo sprytnym wynalazkiem: pomieściła moją kurtkę, drugą torbę, laptopa i parę magazynów, pewnie słoń też by się zmieścił. Poza tym bardzo mi się podoba nadruk w dmuchawce. Wycięłam tego dmuchawca w gumie w pięć minut i byłam przyjemnie zaskoczona, że jest taki ładny, kiedy go pierwszy raz odbiłam. To zdecydowanie najlepszy z moich dotychczasowych stempli. Chyba zadrukuję nim jakąś tkaninę i uszyję sukienkę. Wychodzi na to, że najlepsze rzeczy wychodzą mi, jak się za bardzo nie zastanawiam - tak samo było z tą torbą. Nie mam na nią żadnego wykroju, szyłam ją na czuja, na bieżąco dostosowując części składowe do swoich oczekiwań. To, czego nie widzicie na zdjęciach, to kieszeń, która jest ukryta pod tą dmuchawcową, brązową wstawką, i podszewka w paski, w której jest kolejna kieszeń. Muszę pomyśleć jeszcze nad jakimś zapięciem - pewnie spróbuję z suwakiem.

A przy okazji - te białe kulki na ostatnim zdjęciu nazywałam w dzieciństwie ptasim zielem, a Ryba mówił na nie śnieguliczki, co zresztą jest ich właściwą nazwą. Wiecie do czego służą? Jak je nazywaliście?

Facebook Tumblr Instagram Pinterest
Follow

15 comments

  1. Cudna torba <3 !!

    Ja na te maleństwa mówię pykacze i nigdy nie mogę przejść obok nich obojętnie :D Zrywam, kładę na chodniku i pykam je butem. Tak fajnie strzelają!! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ooo, to robisz dokładnie tak, jak ja! Właśnie do rozpukiwania butem one służą. Otrzymujesz order ze śnieguliczki.

      Delete
  2. Cudnie z tymi dmuchawcami!
    Ja nazywałam śnieguliczki śnieguliczkami, ale nie mam pojęcia do czego służą. Wiem, że pszczoły je bardzo lubią kiedy kwitną ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Otóż, moja droga, śnieguliczki służą do zrywania, rzucania na ziemię, a potem deptania po nich. Wydają takie fajne pyknięcia, kiedy pękają. Musisz kiedyś spróbować ;).

      Delete
  3. In Dutch they are called pearl berries, but as a kid I knew them as those white berries that taste horrible, and are kind of juicy when you squeeze them :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ooo, never tasted one! But I used to pick them off the bush, throw them on the ground and then stomp on them --they make the most pleasing sound as they pop. You need to try it!

      Delete
  4. Szkoda, że nie ma zbliżenia na tą piękną torbę, o której piszesz, ale jak uszyjesz dla siebie to wtedy chętnie pooglądam z bliska :) Klimaty jak z Czerwonego Kapturka co szedł przez las do babci ;)
    Nie pamiętam jak nazywaliśmy te kuleczki, ale jak z nich strzelaliśmy :) pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też się właśnie zorientowałam przy pisaniu posta, że ja tu o torbie, a zbliżenia brak. Zła blogerka. Ale poprawię się przy kolejnej torbie, tę już Mamie oddałam ;).

      O strzelaniu z tych kuleczek mówi mi też Ryba, ale nie wiem, jak to się niby miało odbywać. Że się rzucało nimi w innych ludzi?

      Delete
  5. Nie widziałam tych kulek od dzieciństwa :). W przedszkolu je zbieraliśmy po to by z nich strzelać. Ale nijak ich nie nazywaliśmy, chyba tylko "te biale kulki". A panie mówiły by z nich nie strzelać bo potem sobie wsadzimy ręce do buzi a to jest przecież TRUCIZNA.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale jak się z nich strzela? Już parę osób mi o tym powiedziało, a ja jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić :). Rzuca się w kogoś?

      I tak, rzeczywiście są trujące! Można od nich dostać halunów i śpiączki. Panie miały rację.

      Delete
  6. Gorgeous photos as always! And the bag is really cute, as is the dandelion print.
    I've never seen berries like those though... Maybe I haven't been paying attention.

    Much love,
    Mona

    ReplyDelete
  7. Zdjęcia na tle bluszczu uwielbiam- mam taką jedną ulubioną miejscówkę, gdzie właśnie rośnie bluszcz- ma on swój niepowarzalny urok od każdej porze roku :)

    Bajecze zdjęcia ! wyglądasz fantastycznie !
    trochę z czerownym kapturkiem mi się skojarzyłaś hihihihi super !

    buziaki :*
    Daria

    ReplyDelete