Bunny hop hop

We took a small trip to my boyfriend, the Fish's parents and stayed with them for a couple of days. It was a welcome change of scenery and a welcome deep breath after many weeks of work with no breaks in between (our weekends in the past few months were taken with working as well, some photoshoots were made and some clothes sewn for commisions). I've recently given an interview to Modcloth about spending a lot of time in natural surroundings. When you read it, you'll understand why such getaways are so important to me. 

Admittedly, the weather was bad. So bad, in fact, that we almost didn't leave home, uneager to walk in the pouring rain. That's November for you. We sent to visit the Fish's Granny, though, and afterwards wandered through her garden and orchard. I so wish to own a beautiful, old apple orchard once I grow up and have a home of my own.

I bought this red jacket (actually a children's coat, as testified by the short sleeves) along with the other coat that I showed you last week. It's vintage alright, I'm guessing late 60s and beautifully made. Aside from minor chafing at the sleeve hems and pocket openings --good as new. Also the lining is not sewn to the bottom so I can peek inside it --which is so awesome as I'm sure anyone who sews would agree with me.

I made the little blouse of which you can't see much in the photos. It was cold and I wasn't very happy about having to drop the jacket even for a short while so that's all you can get for now. The blouse itself isn't very impressive. The pattern is nice (modified Burda design, I think from 2012 it was) and I reworked it slightly and I want to change it even further to better suit my needs, as it's a nice, simple thing I want to have heaps of in my closet.

The camera... oh, the camera. I could write odes to this one. It's been on my must have list of vintage cameras for as long as I've been collecting them and finally I was able to get my hands on a beautiful, fully working specimen (thanks to the Fish. Thank you, Fish!). It's 1960s, too. I won't bore you with technicalities. Trust me when I say it's a true gem. I want to have it on me all the time and start that photo-diary project I've been wanting to do for ages.

Oh, and the theme of this outfit seems to be rabbits: found rabbit cardigan (found in a bag of goodies left by the dumpster; and it's cashmere. Who throws out stuff like this?!) matched by a bunny ring. Silly, perhaps, but I like it.

Wyjechaliśmy na kilka dni do rodziców mojego chłopaka, Ryby. Z dawna oczekiwany wolny czas i zmiana obrazka za oknem. Nie do końca już pamiętam, kiedy mieliśmy ostatni w pełni wolny weekend - ciągle wyskakują nam jakieś zlecenia fotograficzne albo, to bardziej mnie, szyciowe. Taka ucieczka z miasta, chociaż na chwilę, jest zbawieniem. Niedawno mówiłam o tym w wywiadzie, którego udzieliłam dla Modcloth. Warszawa jest piękna, ale jeśli przeczytacie, to zrozumiecie, czemu wolę ją oglądać z oddali. Albo zgoła wcale nie oglądać.

Z jednak pogoda się zbiesiła i siedzieliśmy w domu zamiast, jak zwykle, jeździć po okolicy i wchłaniać widoki. No ale listopad. W zasadzie raz tylko ruszyliśmy się kawałek dalej, w odwiedziny do Babci Ryby. Poszwędaliśmy się potem trochę po jej ogrodzie i sadzie. Kiedy będę dorosła i będę już miała własny dom, to chcę mieć taki sad pełen starych jabłoni.

Tę czerwoną kurtkę kupiłam razem z płaszczem z poprzedniego tygodnia. W zsadzie jest to dziecięcy płaszczyk, co widać po przykrótkich rękawach. Kurtka jest vintage, oczywiście, podejrzewam późne lata 60-te. Pięknie uszyta i tak dobrej jakości, że jej wiek znać tylko po lekkim przetarciu na rąbkach rękawów i przy wejściu kieszeni. Do tego mogę zajrzeć do niej do środka i zobaczyć, jak jest zrobiona, bo podszewka nie jest zszyta z wierzchem u dołu (to typowe dla tamtych czasów), a to, jak się pewnie zgodzi każdy szyjący, wspaniała sprawa.

Bluzkę, której niestety prawie nie widać, uszyłam sobie sama. Za zimno było na rozbieranie się i pełną prezentację. Zresztą nie jest to żadne cudo. Przerobiony nieco wykrój z Burdy, bodaj z 2012 roku. Podoba mi się prostota tego kroju i chcę sobie go jeszcze usprawnić i uszyć w wielu wersjach, bo wiem, że mi się przyda.

A aparat..., ech, aparat. Mogłabym ody do niego pisać. Miałam go na swojej liście absolutnych hitów kolekcjonera starych aparatów odkąd zaczęłam się w ogóle starymi aparatami interesować. Udało się w końcu dorwać egzemplarz w pełni działający i w pięknym stanie. To też lata 60-te. Nie będę nudzić technicznymi szczegółami. Możecie mi na słowo wierzyć, że to prawdziwy skarb. Chcę go ze sobą wszędzie nosić i dzięki niemu w końcu zrealizować projekt foto-dziennika.

Aha, i jeszcze króliki. Kardigan znalazłam w torbie wyrzuconych przez kogoś rzeczy, z której mam jeszcze parę innych fajnych ciuchów. Jest z kaszmirem. Kto wyrzuca kaszmirowy sweter zadrukowany w króliki?! Trochę jestem oburzona. Dodałam jeszcze króliczy pierścionek. Może to głupiutkie, ale mi się podoba.

Jacket: vintage, via Rags&Silks
Cardigan: found
Blouse: made it myself
Pattern: Burda, 2012
Fabric: gift from a friend
Skirt: gift from a friend, I shortened it
Tights: Funpol via Allegro
Boots: Nord
Bunny ring: Rossmann
Bear ring: C&A
Scarf: found
Facebook Tumblr Instagram Pinterest
Follow

12 comments:

  1. Please bore me with the technicality of the camera, I'm interested :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Allright then. Yashica Rapide is a 35mm half-frame camera which means it takes twice the amount of photos stated on a roll of film. Those photos are half the size of a usual frame, though, so the resolution is not that big. Cameras like this one were popular starting the 1960s --people used them as simple and efficinen everyday cameras. I am especially fond of this half-frame format because it's so quirky and small. The Rapide is quite buly for its size and pretty heavey --it's an all-metal camera. It's also one of the most advanced half-frames to ever appear on the market. It has a built in light-meter (uncoupled, though, so you have to measure the light and the set the parameters on your camera accordingly). It has a bright 2.8 lens, focal length 28mm. It focuses up close from less than a meter (3.5 ft). Shutter speeds range from 1/500 to 1 second and there is a B setting. It's really an amazing tiny camera, capable of things that no "normal" 35 mm camera could be ashamed of. I can't wait to finish my first roll and develop it --it's going to be splendid!

      If you ever have any questions about this camera or any other --feel very welcome to drop me a note, I may be able to help :).

      Delete
    2. sound nice :) I love that older cameras are so unbreakable compared to the ones they make today. it surely looks cool

      Delete
  2. Twój płaszczyk jest tsk niesamowity jak zdjęcia, zachwycam się i zerkam jeszcze raz na Ciebie, magia jednym słowem :) Nie mam pojęcia dlaczego ludzie nie dbają o rzeczy. Może nie wiedzą co czynią ;) kiedy wyrzucają tak szlachetne tkaniny, w każdym razie, cieszę się, że nadajesz im drugie życie z bardzo dobrym skutkiem. Nawet pierścionek jest fantastyczny :) pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czasem myślę, że ludzie nie dbają o rzeczy nawet nie dlatego, że im nie zależy, tylko też dlatego, że nie potrafią. Po prostu nie wiedzą, jak się to robi. Piorą wełniane swetry, nie czeszą wełnianych płaszczy, a jak się jakiś element odzieży skulkuje, to zamiast te kulki ostrzyc, całość spisują na straty. Czas coś o tym napisać...

      Delete
  3. Aha. Nie chcę wyjść na kompletną ignorantkę, ale ja serio, serio nie znam się na aparatach, więc dlatego nie pochwaliłam, ale cieszę się z Tobą :)

    ReplyDelete
  4. Mimo niepogody aura zdjęć jest niesamowita. Rzeczywiście płaszczyk na fotach wygląda jak nowy, więc przez chwilę myślałam że się wyłamałaś, ale to do Ciebie niepodobne ;). No i ja też dorobiłam się kaszmirowego swetra, dzięki podjęciu Twojego wyzwania i dostrzegam jeszcze parę innych korzyści. Na przełomie listopada i grudnia będzie o tym post. W króliki to jest odlot, a pierścionek do tego pasuje jak najbardziej. Czad! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale super! Bardzo się cieszę, że się trzymasz postanowienia :). Ja po zakupie płaszczy mam już dość kupowania w ogóle. Pewnie wiosną znowu będzie trudniej się ogarnąć ;).

      Delete
  5. I love these photos! They really caught my attention and I couldn't help but comment. You run such a lovely blog, pretty lady! So much beauty to look at and take in. I even had to add an old school heart emoji. <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you, Laura! You are a welcome visitor! :)

      Delete