Shapes and sizes


I have gained some weight in recent months. That is always a sign of having good times for me: when I'm happy, I eat. I have always been at my skinniest when I was deeply depressed or in a highly nervous state for longer periods of time: when I'm down, I become restless and need to move a lot and simoultanously can't eat much. Since I normally don't move a lot and have never had any excercise routine (I'm getting bored real quick and excercising seems like such a waste of time when there are so many things to sew!) and since I like to eat things I consider tasty in large quantities, it is natural for me to put on a few kilos each year, only to drop them during a more stressful period (and gain them back again).
I'm ok with my figure. I like having a small waist, especially when compared to my large hips (how about a full whopping meter in circumference?). I like my awesome legs. I like my upper body a lot and I like the fact that I look feminine. I know how to accentuate it or subdue it. I'm fine with it. And realizing all this made me ask myself why I constantly feel like I need to lose weight despite feeling just fine with myself the way I am. Then it occured to me that I have this abstract idea of being big that makes me unhappy. Not fat, just big. I feel like I am large and occupy a lot of space when I want to be tiny and ethereal. I can't really tell where this idea comes from. It might stem from my home, where I was always told I wasn't as small as my mother and aunt and granny (and those guys were virtually thumbelinas weighing no more than a tiny bird for most of their lives). Or it might be associated with the fact that I used to spend a lot of time with boys when I was younger, and obviously was always the smallest person in the group, while now I have much more female friends to hang out with and, naturally, compare myself with. No matter the reason, though, being tiny is not gonna happen to this girl anytime soon, so I better keep on liking my curves and embrace the fact that I do take up one full seat on a subway. Nothing wrong with that, anyway.


Also, this is my second pair of shorts made from a vintage pattern found in a 1950s sewing magazine. I made the first, test pair too large for my taste an in a very wrong fabric so I decided to make all the necessary changes for my next pair and they turned out a tad on a small size. Thankfully, this fabric was a nicely stretchy jeans so I was able to squeeze in my bum (although only barely). I'm pretty happy with the result as these babies hug my hips nicely and accentuate my waist (can you already spot a small obsession here?). I'm also in love with myself for making those cute heart-shaped pockets. I'm just so clever!

And just for your information, I also made the tote bag featured in today's post, complete with printing on fabric! Actually, I made seven. Seven. Because I liked making them. The other six is waiting to be printed on but I guess I need to learn to prioritize now cuz all the Important Stuff you can't know about (yet) won't do itself!


Nabrałam trochę wagi w ostatnich miesiącach. To dla mnie zawsze znak, że mam się dobrze. Kiedy jestem szczęśliwa - jem.  Najchudsza w życiu byłam zawsze w najgorszej depresji i w utrzymującym się przez długi czas stresie. Jestem wtedy bardzo niespokojna i ciągle w ruchu, a przy tym nie mogę jeść. Ale normalnie niewiele się ruszam (bardzo szybko się nudzę ćwiczeniami, a poza tym wydają mi się potworną stratą czasu, kiedy jest tyle do uszycia!), a przy tym lubię sobie dogadzać jedzeniem, które uważam za smaczne. W związku z tym regularnie tyję i chudnę, w zależności od tego, czy przeżywam akuarat lepszy, czy gorszy moment.

Lubię swoją figurę, i to niezależnie od wagi. Lubię swoją szczupłą talię, która odcina się szczególnie na tle szerokich bioder (metr w obwodzie, kto przebija?). Lubię swoje rewelacyjne nogi i lubię górną część swojego ciała. Podoba mi się, że moje ciało jest kobiece. Wiem jak to zaakcentować albo wygasić. Jest mi z tym dobrze. I kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zastanowiło mnie, czemu wobec tego ciągle czuję potrzebę schudnięcia? I wtedy dotarło do mnie, że mam w głowie jakiś abstrakcyjny koncept bycia dużą. Nie grubą, tylko dużą. I to sprawia, że czuję się nieswojo w swoim ciele. Czuję, że zabieram dużo miejsca, a chciałabym być malutka. Nie jestem pewna skąd mi się to bierze. Może z domu, gdzie zawsze słyszałam, że jestem większa niż moja mama, ciocia i babcia (a one były bardzo drobne i lekkie jak ptaszki przez większą część życia). A może wynika z tego, że jako młoda dziewczyna spędzałam czas głównie z chłopakami i byłam wtedy, oczywiście, najmniejsza w towarzystwie, a teraz mam sporo koleżanek, z którymi mogę się porównywać. Ale bez względu na powód, bycie malutką z pewnością mi się w najbliższym czasie nie przydarzy, więc to dobrze, że lubię swoje krągłości - teraz muszę jeszcze polubić to, że zajmuję w metrze jedno miejsce siedzące i wypełniam je w całości. Nie ma w tym zresztą nic złego.

A przy okazji - to druga para spodenek, które uszyłam na podstawie wykroju z magazynu szyciowego z lat 50-tych. Pierwsza, testowa para wyszła mi za duża i uszyłam ją z bardzo niedobrej tkaniny, więc postanowiłam poprawić co trzeba i... ta para wyszła mi trochę za mała. Ale na szczęście uszyłam ją z rozciągliwego dżinsu, więc udało mi się zmieścić w nie tyłek (ledwo, ledwo). Jestem zadowolona z tego, jak się uszyły: ładnie podkreślają talię i obejmują biodra. No i zakochałam się w sobie z powodu tych kieszonek w kształcie serc. Sama je wymyśliłam i uważam, że są niesamowicie fajne.

I jeszcze - torbę z dzisiejszego posta też sama uszyłam, a nawet sama drukowałam tkaninę. Właściwie to uszyłam ich siedem. Bo mi się spodobało. Pozostałe sześć czeka na to, aż na nich coś nastempluję, ale teraz muszę już ustawić sobie priorytety, bo Ważne Rzeczy, o których jeszcze nie możecie wiedzieć, nie zrobią się same.

Shorts: made them myself
Fabric: gift
Pattern: Der Neue Schnitt 1957
Bag: made it myself
Fabric: thrifted
Pattern: Reversible tote bag by Seasoned Homemaker
Jacket: thrifted
Blouse: vintage, from my Granny's closet
Belt: vintage, from my Granny's closet
Shoes: found
Headband: a piece of vintage lace

Photos taken by me.
Follow facebook bloglovin pinterest instagram tumblr email

22 comments:

  1. spodenki bardzo fajnie, ładnie podkreślają figurę :D i jeszcze te serduszka :P

    ReplyDelete
  2. Nie nie nie, nie możesz być chuda, bo to przeczy ideałowi kobiety z lat 50' i 60'. Wówczas zdjęcia będą niespójne!! :) .

    A tak serio, to najważniejsze, by się dobrze czuć w swoim ciele. Nic na siłę.
    Być dużym... hmm ja jestem cm wyższa niż Mama, a większość jej rzeczy nosiłam w wieku 12 lat. Byłam najwyższa w klasie, i Pani zawsze skarżyła Mamie, że na w-fie wyglądam gorzej niż inne dzieci, bo moje ruchy są niezdarne ;). Fajny ten krój spodni, zwłaszcza wysoki stan, widać od razy że lata 50' :))).

    Swoją drogą - ostatnio coraz częściej widzę próby 'pocieszania' przy rozmiarze '38+'. Wydawało mi się, że 38 to ciągle jeszcze 'normalny' rozmiar, ale chyba się jednak nie znam ;).

    Fajne foty, fajny plener!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szalony jest ten nasz świat i to, co społeczeństwo robi z naszym podejściem do naszego ciała. Jesteśmy tak niesamowicie uwarunkowani - i chyba nie ma osoby, która nie byłaby w jakiś sposób skrzywdzona przez społeczny odbiór jej ciała. W końcu nasze ciała to my! I tak łatwo nas zranić jakimś niefortunnym (albo po prostu złośliwym) komentarzem na ten temat. Pomyśl tylko - komentarz wuefistki zapamiętałaś do dzisiaj - jak bardzo musiał być dla Ciebie wtedy przykry?

      A smucenie się rozmiarem 38 wydaje mi się już tak grubą przesadą... Rozmiary są w ogóle, moim zdaniem, zupełną głupotą, jeśli chodzi o porządkowanie sobie świata i wyznaczanie w nim swojego miejsca. Co mam powiedzieć, kiedy moja góra to zwykle 36, a dół oscyluje między 38 a 42, w zależności od rozmiarówki danej firmy i mojego stopnia przytycia/schudnięcia? Chyba powinnam być schizofreniczna, bo góra jest "fajna", a dół wymaga pocieszania. Ehhh...

      Delete
  3. Loved this post! I, too, have gained weight over this past year and at first it was really hard when some of my dresses no longer fit. When did THAT happen? I've been accepting my body more and more since but there are certainly some days when I still get upset or wish I hadn't put on the pounds I did, etc. It's so silly! I am OK with the way I look but I find myself obsessing over what I eat in fear of gaining more weight. Ugh it can drive a woman mad! Someday I hope to find a good balance. =)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I hear you, sister!It's so hard to live in today's society and according to its rules and not lose one's mind. I mean, like I said, when I'm happy, I eat. So when I'm happy, I gain weight. But society deems that wrong and I should actually feel bad about myself BECAUSE I was feeling good. How screwed up is that?

      Delete
  4. Szorty są genialne a szczególnie te urocze kieszenie z tyłu <3

    ReplyDelete
  5. Twoje krągłości są bardzo kobiece, tak się cieszę, że w taki pozytywny sposób się o nich wyrażasz, bo sama mam podobną figurę i też lubię siebie, ale już troszkę mniej kiedy patrzę na drobniejsze koleżanki. Jakiejś grubej kości jestem ;)
    Spodenki mnie zauroczyły, piękny deseń i te figlarne serduszka z tyłu. Urocze! Czaderska torba. Klara, a może dasz się namówić na uszycie takich spodenek dla mnie?
    Buźki wielkie :-*

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie, właśnie, to porównywanie się jest okropne... Czuję się jak jakiś wielkolud, kiedy spotykam się z drobniejszymi albo niższymi koleżankami. A przecież mierzę jakieś 165 cm. To raczej nie jest wielkoludyzm. No, ale powód do czucia się potworem zawsze się znajdzie ;).

      Dam się namówić na uszycie spodenek, pewnie! Musimy to obgadać na priv :).

      Delete
  6. I can relate a lot to what you say in this post. I too like to be petite and small, and when I feel otherwise I'm unhappy about it. I just want to say that I think you are absolutely beautiful! Just the way you are - exactly like you are!
    I try telling myself the same thing from time to time, and I think it's an important thing to remember!
    You truly are beautiful, and you're rocking those shorts like a star! They are really cute - love the pockets!
    Much love,
    Mona

    ReplyDelete
    Replies
    1. There's just so much to be said about our identities and how they change along with the way we see our bodies... I'm not sure this blog is a place to discuss all of that although I sometimes wish I was more open with my academic training (I'm a cultural anthropologist) and less lazy with writing it all out for other people to read.

      Delete
  7. Jak zwykle piękna stylizacja i piękne zdjęcia :)
    Uważam, że należy lubić swoje ciało, to podstawa. I należy też siebie znać, jak mówisz, wiesz kiedy tyjesz, a kiedy chudniesz. U mnie stres zazwyczaj skutkuje większą wagą, której za nic nie idzie zrzucić, ale wystarczy kilka miesięcy spokoju i wracam do mojej zwykłej wagi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A wiesz... ja nie wiem czy cokolwiek "należy". Bo tak ogólnie, to lubię swoje ciało, ale jest też masa elementów, które chcę zmienić i - co więcej - zmieniam je. I zmieniam je z jednej strony dlatego, że ich nie lubię, a z drugiej dlatego, że lubię siebie jako całość czyli środek i zewnętrze, i chcę, żeby ta całość grała ze sobą harmonijnie. Więc ten dyskomfort i to nie-do-końca-lubienie jest inspirujące i dobre. Tak sobie teoretyzuję na poczekaniu ;).

      Delete
  8. Czytam i czytam i uśmiecham się coraz szerzej. Uśmiech nie może zejść mi z twarzy. To, takie piękne i mądre co piszesz. To, jak pięknie o sobie mówisz. To, że doskonale znasz swoje plusy i minusy. To, że je akceptujesz. To, że nie boisz się o tym mówić. To, że mimo iż nie nosisz rozmiaru 32 nie jesteś agresywna, wulgarna lub aż nadto `zabawna`. To takie piękne, że Ty faktycznie akceptujesz siebie, że uważasz, że jesteś piękna. Bo do cholery jesteś, i to jak! To jest po prostu wow. Jestem niesamowita.
    Spodenki są cudowne. Kocham taki retro styl. Zazdroszczę Ci, że potrafisz szyć. Jak już pewnie pisałam setki razy ja nie mam do tego cierpliwości.
    Wyglądasz c-u-d-o-w-n-i-e <3

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. To nie do końca tak, że uważam, że jestem piękna, wiesz? W zasadzie tak nie uważam. Myślę, że nie jestem brzydka, może i jestem nawet ładna, mam nieco oryginalną urodę. Ale nie w tym rzecz czy jestem ładna albo brzydka - rzecz w tym, że to jest po prostu moje ciało - i można się obyć bez ocen. To jestem ja, moje życie w takiej formie - mogłam być drzewem, urodziłam się człowiekiem. I tyle. Tak to działa.

      Delete
  9. dobra wracam. przyjrzałam się zdjęciom dokładnie i hello!? czemu mówisz, że jesteś większa... jesteś jak dla mnie w sam raz i masz super figurę. nie jesteś szkieletem, ale i nie jesteś kulą. <3 jesteś robocim sercem :3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Właśnie o ten relatywizm mi chodziło: jestem zupełnie przeciętnej budowy, ale czuję się duża czasami. I nikt nie będzie w stanie mi powiedzieć, że jestem jakaś, a ja mu w to uwierzę - wszystko dzieje się w mojej głowie, sama siebie oceniam tak albo inaczej. I chciałabym nie oceniać.

      Delete
    2. możesz to zrobić chodząc na terapię do psychologa :) ja miałam taką terapię :)

      Delete
  10. I think you really hit the nail on the head, here, Klara. I too have struggled (and still do struggle) with this concept of being small. It sort of comes with today's lasting concept of femininity: being small and fairylike and having a larger man to protect you. In reality, for one thing, that is not exactly solid founding for a lasting relationship, and, more importantly, femininity is waaay more than a look that has been passed on through media and social interactions. I hate being that person who goes all: "Society has conditioned us to feel bad about our bodies so that we buy more stuff to fix them", but I think it's partly true in this case. If we take that concept of femininity, then throw it into a Disney movie, we get tiny princess heroines whose waists fit in the palm of their prince's hand. Then little girls grow up loving those princesses. Disney never wanted to harm those little girls, but that concept of femininity is iconic and has become attractive and appealing, so it's what they use in their designs. My essay is getting a bit long here, but I think that this idea of being small is something that many, many, many women, myself included, struggle with daily. That is why I'm trying to stretch my concept of what a "normal" woman looks like to include every possible body type, including my own. As usual, you and your outfits are inspiring and beautiful! <3

    ReplyDelete