A dress with a story


If you remember the pink gingham dress that I made earlier this spring, you will find the shape of this new dress familiar. I often sew up a pattern more than once and this one I wanted to tune a little to perfect the fit. It's still not all that perfect, at least on me, which might be because of my round back. It kinda puckers in the middle back when I slouch, which I do a lot of, sadly. I guess it would be fine for someone with correct posture. I need to work on the fit of my clothes, I tend to get these issues with the fit on the back often.



Anyway, I sewed this dress from a semi-sheer poly (my guess, I don't really know what it is but it doesn't wrinkle and the skirt is fluffy without a need for a pettitcoat) that I got loads of and I'm willing to sew more of it, because it's cute and satisfying to work with.

How I came about it is a touching story, really. I bought it from a nice lady that used to sell a lot of vintage fabrics on a local auction site. I bought miles of gorgeous fabric from her. One time, when I was making some purchases on her auctions, I read that she will be closing down her shop because of health issues. I emailed her to wish her well on her way to recovery. Sadly, a few days later I got the news that she has passed away. I never knew her but I felt deeply saddened by this.

It's funny how you develop a sort of attachment to people you never knew personally but kinda imagined them via things that connect you. I was always thinking of her as an elderly seamstress in golden framed glasses that was selling off her fabric stash, and I liked to believe that she was keeping some bits for herself to sew clothes for her grandkids or their dolls...

I emailed the family back, telling them I was very sorry for their loss and that I didn't mind waiting for the fabrics (they apologized for the possible delay on their side in their previous message). When my purchases arrived after a few weeks, I discovered a whole bolt of this blue fabric inside the package, I'm guessing as an apology gift for keeping me waiting --which I really didn't mind! It's incredible how some people remain so kind even in their time of great loss and grief. I wish them all the best and I'm hoping to honour the late lady's good heart by sewing from her fabrics the best I can.

Kształt tej sukienki może wydawać się Wam znajomy - to dlatego, że uszyłam ją z tego samego wykroju, co różową sukienkę w kratkę vichy. Często szyję z jednego wykroju kilka wersji ubrań - jeśli coś mi się podoba, to nie widzę przeszkód, żeby mieć tego więcej w szafie. Tym razem chciałam jeszcze poprawić wykrój i o ile udało mi się dopasować za wysokie ramiona, to na plecach ciągle coś się marszczy i muszę się tym zająć następnym razem. Pewnie zresztą nie marszczyłoby się na kimś, kto nie jest takim garbuskiem, jak ja - no, ale jak szyję dla siebie, to chcę, żeby leżało dobrze. 

Sukienkę uszyłam z cienkiej tkaniny poliestrowej (właściwie to nie wiem do końca co to jest, ale jest dość sztywne i się nie gniecie, więc na pewno nic naturalnego), z którą wiąże się dość wzruszająca historia.

Jakiś czas temu składałam zamówienie na allegro u pewnej miłej pani, która sprzedawała tkaniny z dawnych lat. W ciągu roku czy dwóch kupiłam od niej kilometry pięknych tkanin! Jej aukcje były zdecydowanie moimi ulubionymi. Dlatego zmartwiłam się bardzo, kiedy przeczytałam, że zamyka sklep z powodu choroby. Napisałam do niej od razu z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Niestety - kilka dni później dowiedziałam się, że zmarła. Nie znałam jej osobiście, ale bardzo mnie to zasmuciło.

To dziwne, jak potrafimy zżyć się z obcymi ludźmi poprzez rzeczy, które nas z nimi łączą. nie poznałam jej osobiście, ale lubiłam sobie wyobrażać, że jest zacną, dawną krawcową i sprzedaje materiały zgromadzone przez lata pracy. Że wyszukuje spośród nich takie, które szczególnie jej się podobają, żeby uszyć z nich ubranka dla swoich wnuków albo sukienki dla lalek wnuczki.

Odpisałam jej rodzinie kilka słów kondolencji i prosiłam, żeby nie przejmowali się przesyłką (w poprzednim mailu informowali, że może się opóźnić i prosili o wyrozumiałość). Kiedy moje zakupy dotarły po kilku tygodniach, w paczce znalazłam dodatkowo kilkanaście metrów niebieskiego materiału w kwiatki. Myślę, że to podarunek w ramach przeprosin za czekanie - które mi absolutnie nie przeszkadzało! To naprawdę niesamowite, jak niektórzy ludzie potrafią pozostać przyjaźni i mili, niezależnie od okoliczności, w jakich się znajdują. Życzę im wszystkiego, co najlepsze i mam nadzieję, że uda mi się uhonorować pamięć o miłej pani moim szyciem z jej materiałów - najlepszym, na jakie mnie stać.


Dress: made it myself
Pattern: Der Neue Schnitt, 1957
Fabric: a gift
Sandals: Gioseppo
Ring, hairpins: ?
Necklace: a gift
facebook bloglovin pinterest instagram tumblr email

37 comments

  1. Sukienka śliczna! I jak na moje oko leży idealnie :) Bardzo dobrze wykorzystałaś ten niespodziewany prezent :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki! Leży naprawdę dobrze po wprowadzonych poprawkach do wykroju, jestem z niej bardzo zadowolona :).

      Delete
  2. historia jest niesamowita. bardzo smutna, aż łza zakręciła mi się w oku. nie znoszę kiedy ludzie odchodzą :( założę się, że przeżywałaś to jakby odszedł ci ktoś bliski... smutne, okropne. ale ... pani miała super pomysł z tym sklepem :)
    nie mogę wyjść z podziwu jak jesteś utalentowana... te wszystkie sukienki, zdjęcia. wszystko jest po prostu idealne.

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rzeczywiście było mi bardzo smutno. Jakoś nie mogło mi się to zmieścić w głowie. A przecież nie znałam tej pani... aż dziwnie.

      Dzięki, lisiczko kochana :*

      Delete
  3. Beautiful dress and photography! I love the story behind the fabric.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you for your visit Rebecca!

      Delete
  4. Chyba też kupowałam u tej Pani, bo znam tą informację o zamknięciu sklepu z powodu choroby. Ja też bardzo lubiłam tam kupować. Nie wiedziałam, że to tak smutno się skończyło...

    ReplyDelete
    Replies
    1. O! No proszę. Wiem, że miała sporo oddanych klientek, często konkurowałam na jej aukcjach z innymi.

      Tak, niestety, niektóre historie nie mają najlepszych zakończeń :(.

      Delete
  5. Śliczna sukienka i piękna historia - jedna z tych, które budują wiarę dobro i bezinteresowność.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cieszę się, że przemówiła do Ciebie ta historia :). Nie byłam pewna czy miało sens opisywanie jej tutaj, ale po odzewie czytelników widzę, że zdecydowanie - tak!

      Delete
  6. Awww - as sad as it is to hear of her passing, what a sweet tale of how you got this fabric! That was very sweet of her family - they knew you were a loyal customer!

    ReplyDelete
    Replies
    1. I think this was one of those stories that builds character and makes you keep your firm belief in people's kindness.

      Delete
  7. Oh wow. Firstly I'm blown away once again by your beautiful makes and amazing photos and then I get hit with the story. So sad. And so lovely all the same. Karma works in not so mysterious ways. I'm sure she had the same lovely thoughts of you :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Karma! You are so right about that... I hope the lady's at peace now.

      Delete
  8. This dress is amazing - you really make the most beautiful dresses! And you always look lovely in them. And the story, so sad and beautiful at the same time. Lovely little story that I'll think about when I see you in this beautiful dress.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aww, thank you Mona. The stories behind objects make them so special in so many ways, don't they?

      Delete
  9. this is such a touching post, but all the same, a really lovely tale as to how you came by the fabric. gorgeous dress :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you Beth, dear! I'm glad I posted this story along with the photos. I'm happy you liked it.

      Delete
  10. What a sweet story and the dress is the perfect conclusion!

    ReplyDelete
  11. Klara jestem pełna podziwu dla Twojego talentu, ale też dbałości o szczegóły. Imponujesz mi jako artystka krawcowa, bo z taką pieczołowitościa dobierasz tkaniny i wykroje, że mam ochotę być Twoją klientką- czułabym się jak królowa- serio! Ale też cenię Cię za tą piękną cechę empatii, delikatności i spojrzenie na człowieka jak na największy dar... nie potrafię tego opisać, ale jesteś szczególną osobą :)
    Sukienka jest piękna :)) pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klara napisz do mnie maila w formularzu kontaktowym na blogu, chciałabym pogadać :))

      Delete
    2. Och, Asiu, nawet nie wiesz jak mi miło czytać to, co napisałaś! Też sobie o Tobie myślę, że jesteś szczególną osobą obdarzoną dużą wrażliwością... Dobrze, że się spotkałyśmy przez blogi :).

      Zaraz do Ciebie napiszę!

      Delete
  12. Co za historia! Sukienka jest przepiękna :)

    ReplyDelete
  13. I love that fabric, looks lovely in the dress, thanks for sharing the story behind it ;o)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you for visiting and taking time to comment!

      Delete
  14. Ta sukienka urzeka mnie, a materiał jest fantastyczny (mimo że pewnie syntetyczny :)). Smutna historia, niesamowita. Unikaty. Tak takie rzeczy które są ważne dla innych, i myślę, że chcieliby je oddać za darmo, ale muszą trafić w dobre ręce. W ręce i serce, które je doceni, będzie pielęgnować. Myślę od jakiegoś czasu, aby kupić sobie takie przedwojenny cylinder. Nie mam póki co budżetu na niego, ale myślę, że kiedyś sobie kupię. Jak przeglądam je na allegro, to też zawsze myślę, kim byli ich właściciele. Czy chodzi w nich do teatru, i takie tam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj tak, historie, które stoją za przedmiotami, czynią je czymś bardzo specjalnym i ważnym. Taki cylinder - ileż mógłby pomieścić opowieści! Trzymam kciuki, żeby Ci się udało go dostać, byłby wspaniałym uzupełnieniem Twojego unikatowego, literacko-teatralnego stylu :).

      Delete
  15. Twoja sukienka jest prześliczna! Moja mama też szyje sukienki z jednego wykroju, zmienia tylko dekolt, długość i już jest inny fason.
    Na tych zdjęciach wyglądasz tak radośnie, że ma się ochotę tam wskoczyć i usiąść obok Ciebie :) Historia którą opowiedziałaś bardzo mnie wzruszyła. Z opowiadań mamy wiem, że moja babcia kiedyś szyła i miała pełną szafę materiałów, bardzo unikatowych. Nazywano tę szafę sklepem i często tam
    zaglądano. Niestety sklep już nie istnieje, nad czym bardzo ubolewam.
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki, Julianko! Cieszę się, że ta historia do Ciebie trafiła i przemówiła.

      Bardzo mi się podoba pomysł na szafę-sklep. Chyba sama zacznę tak mówić o swojej tkaninowej szafie :).

      Delete
  16. zdjęcia jak z żurnala! kreatywność Cię chyba nie opuszcza :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Staram się, żeby zawsze była ze mną :). Dzięki za wizytę i czas poświęcony na komentowanie!

      Delete
  17. Beautiful story of the fabric and a gorgeous dress. I think you did her memory proud!

    ReplyDelete
  18. I love your dress <3 All beautiful!

    ReplyDelete
  19. That's very lovely dress and a touching story indeed. It was very kind of you to contact her, I really like that.

    ReplyDelete
  20. Such a touching story and lovely dress. I'm glad I found your blog!

    ReplyDelete