Come and go

When we were moving to a new flat three weeks ago, I had to retire some clothes and among them was one of my favorites: an old, thrifted trench coat in navy green. It's really weird I never wore it on the blog since I liked it a lot, it had the perfect silhouette and fit me like a glove. And yet, after years of wear (mine being only the last two), it was falling apart. A small hole in the back was the final thing that made me decide it needed to rest. I was even thinking about mending it but then I remembered the torn lining, the washed out colour and with some reluctance I put it in a charity bag. Hopefully someone can still make some use of it. As much as I try to be frugal with my clothing choices, I too have to recognize when it's time to let go.

A week after that, we went to O. and during our stay there we visited a small town nearby. There is this tiny outlet shop there with very nice selection of clothing and as I was going through the racks, I found this trench coat. I took it with me. It's not my old coat but it's good. It's also from Vila, a company I know for nice quality and classic style clothes. I used to have a skirt I bought at the very same shop, from Vila, too, and I wore it to death (I had to retire it along with the coat and some other things).

Pozbyłam się niedawno swojego starego, zielonego prochowca, który wygrzebałam ze dwa lata temu w second handzie. Kiedy wyciągnęłam go po tegorocznej zimie z szafy, znalazłam dziurę na plecach, która wzięła się tam nie wiadomo skąd, pewnie ze starości. Chciałam ją nawet zacerować albo naszyć na plecach jakąś dużą aplikację, ale poddałam się - bo dziury w podszewce, bo sprany kolor, bo całość trzeszczała już w szwach. Staram się być oszczędna w swoich ubraniowych wyborach, ale czasem trzeba po prostu się z czymś pożegnać. Oddałam płaszcz potrzebującej osobie - nie chciałam go wyrzucać. Ja mam ten przywilej, że mogę coś od czasu do czasu kupić - nie każdy taki przywilej ma. Jeśli mogę komuś pomóc ubraniami, które mi się już nie przydadzą, to to robię. Mam to szczęście, że znam osobę, która zawsze przyjmuje wszystkie nienoszone rzeczy i rozdaje je wśród swojej rodziny albo sprzedaje, żeby sobie dorobić. Czasem zbieram kilka koleżanek i po wypatroszeniu naszych odwozimy jej worki ciuchów. (Tak na marginesie: zauważyłam, że w ciągu ostatniego roku coraz mniej oddaję - co oznacza, że coraz mniej zbędnych ubrań kupuję. Yay!)

W trakcie wyjazdu do O. udaliśmy się do miasteczka obok, gdzie mam swój ulubiony, maleńki slepik z końcówkami kolekcji. Znalazłam tam ten jasny prochowiec od Vili i zabrałam go ze sobą. Nie jest jeszcze tak bardzo mój, jak ten zielony, ale oswoję go. 

Uprzytomniłam sobie później, że kilka lat wcześniej kupiłam w tym samym miejscu spódnicę tej samej firmy, którą nosiłam do zdarcia. Lubię Vilę, ma dobrej jakości, klasyczne ubrania, dlatego liczę, że i ten płaszczyk posłuży mi dobrych kilka lat.


Coat: Vila
Shirt: thrifted
Jeans: Camaieu
Scarf: thrifted
Bag: allegro
Necklace: Camaieu
Bow: ?
Bet: vintage, from my Mum
Flats: Pier One via Zalando
Photos by my boyfriend, The Fish.
facebook bloglovin' pinterest instagram tumblr rss contact

11 comments:

  1. Jaaaaaaaaaaaaa ale czadowa torebka <3 moje kotki byłyby dumne ze mnie, gdybym taką nosiła :) hihihihi
    właśnie takiego prostego i klasycznego prochowca brakuje mi w szafie, będę musiała na jesień sobie taki sprawić ...
    super wyglądasz kochana :)

    miłego dnia :)
    Daria

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki! Torebka jest plastikowym dziadostwem z Chin, ale nie mogłam się powstrzymać... czasem chyba można sobie pozwolić?

      Delete
  2. No tak, to tak ja rozstałam się z moimi glanami. Mam nadzieję, że komuś jeszcze dobrze posłużą :). Bardzo fajny ten trencz - następca :), no i torebka z kotem bomba! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Glany! Rety, z glanami rozstałam się dawno, dawno temu. Ale to było trudne rozstanie. Pamiętam je bardzo dobrze... muszę kiedyś opisać ten swój metalowy okres na blogu, to było dość zabawne :).

      Delete
  3. niesamowity klimat zdjęć, bardzo mi się podoba :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :). Światło dopisało.

      Delete
  4. Beżowy trench bardzo chwalić będę, bo sama takowego poszukuję (poprzednik zakupiony był na czas ciąży i teraz jest za duży). Świetna torebka :-)
    Mistrzowskie ujęcia światła na zdjęciach, zachwycam się :)
    pozdrawiam serdecznie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję, dziękuję :). Prochowiec to fajna sprawa, zapomniałam nawet, jak bardzo fajna, bo przez długi czas nosiłam tylko kurtkę dżinsową i bomberkę. Ale prochowiec to jest wygodna elegancja w wersji instant. Lubię to.

      Delete
  5. Trencz, trencz, trencz <3
    Czyli to, co kocham.
    No i ten uroczy kotek <3

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    ReplyDelete