Weird kid

I've been feeling a strong current of approaching change. I've been feeling more and more out of character in my girly, novelty-print dresses, like I have outgrown them. I've been noticing that my first wrinkles, these around the corners of my mouth that appear after I've been laughing a lot, tend to stay on my face for a little bit longer than ever before. My face has changed over the last year, and so has my mind. 

I've been forced to accept that I'm no longer the forever strong superwoman I've always considered myself to be. I can no longer take on as many responsibilities as I've always had, propelled by the idea that I can do pretty much anything. It's not that easy to admit, really. Whenever there is a call to action, I'm still the first one to show up. "Who, me? Sure! I can do it!" Lately, though, with chores piling up, with different job-related duties growing, and personal space lessening, I feel like I need to make more responsible decisions. Sometimes, there are things that I have to pass up in order to remain sane and keep my peace of mind. 


Admittedly, I've always been overly sensitive and I believe I have not hardened with time. I'm not sure you're supposed to. In fact, I'm more easily disturbed than ever before. It's not something most people would boast about and I'm not boasting really. I'm just being honest. I did a lot of ugly things to my emotional self when I was younger. Perhaps I've strained myself. 

You know, I used to be funny and interesting and at the center of every party. I used to have so much to tell and my friends thought me and my sense of humour indispensable. I think I've lost that. Again, it's not easy to admit, but I think I've become boring and silent and very much self-centered. I do mind that but I have no idea how to help it, without straying again into the old straining ways. I've come a full circle to where I was about 15 years ago: shy, self-conscious and slightly weird tag-along kid you don't really want to call your friend but you just let her be because she won't take a hint and go away. She won't understand why she's weird anyway.

Sorry, this is overly personal and you probably have no idea what I'm talking about. I'm not even going to bother to translate this into Polish. Polish is a harsh language.



Dress: made it myself
Fabric: thrifted
Pattern: redrafted from a 1970s sewing magazine
Jacket: Thrifted
Flats: Tamaris, old
Photos taken by my boyfriend, The Fish.
facebook bloglovin' pinterest instagram tumblr rss contact

17 comments:

  1. Thank you for sharing this personal piece in such a beautiful way. Strangely I can relate to everything you wrote. You describe the situation I'm actually dealing with right now. Nice to know I'm not the only weird "kid" growing up and returning to follow my inner voice.
    I wish you strength to deal with the reactions your change will generate.
    Love, Yvonne

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you Yvonne for such a heart felt comment! It's so good to know I'm talking and someone is actually listening --and even relating to what I say.

      I think it's precisely as you put it: I'm returning to follow my inner voice. Who knows why I'd surpressed it for so long?

      Thank you again and I wish you all the strength you need, too!

      Delete
  2. To ja Ci powiem, że mam bardzo podobnie. I nie tylko ja. Bardzo mało osób utrzymuje ten poziom energii, który nas roznosi w młodości, na studiach. Przeważnie potem przychodzi praca, często bardzo monotonna, może dzieci i każdy dzień wygląda tak samo i nie pozostaje za wiele czasu i energii na cokolwiek. Ale da się z tym walczyć i odnosić na tym froncie zwycięstwa :)
    P.S. Zdjęcia jak zawsze zachwycające - pod tym kątem jesteś (a może raczej The Fish jest) niedoścignionym wzorem. Pozdrawiam! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki za wsparcie :). To takie dziwne, kiedy nagle odkrywasz, że jeśli jesteś zmęczona ciągle, dzień po dniu, to nie dlatego, że zarwałaś noc, tylko dlatego, że... no... po prostu sił masz mniej. Bo tak. Ech! Trudno się z tym pogodzić.

      A Ryba - tak! Szalenie zdolnym fotografem jest, tylko wcale sam nie chce o tym nic słyszeć. Taki skromny :).

      Delete
  3. Lovely dress! The print is marvellous!
    I've had some similar thoughts recently. I guess it is typical around your birthday ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thanks, dear! And you're probably right about the birthday approaching. I'm turning 30 in June and it's freaking me out a little bit...

      Delete
    2. I did feel the same for the first 3 months of this year. Then my 30th birthday happened and ... well, basically, the only real change was that I stopped worrying ;)

      Delete
  4. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem...! Ale to wszystko normalne, każda zmiana jest normalna, nawet, jeśli jest zatoczeniem koła. U mnie jest podobnie (i powiem Ci, że jakoś lżej na duchu jak czytam Twoje słowa i widzę, że jest nas więcej). Od jakiegoś pół roku przeżywam powrót do siebie samej, ale tej sprzed grubo ponad dziesięciu lat. Pod względem zachowania, ale też ciuchów, muzyki, wszystkiego. Tak jakby wszystkie zmiany, metamorfozy, które przetoczyły się przeze mnie gdy byłam świeżo upieczoną dwudziestką były i tak niepotrzebne, bo zatoczyłam koło. Chociaż i tak wydaje mi się, że w tym całym powrocie do przeszłości są pewne zmiany, rzeczy, które mimo wszystko nie są takie same jak wtedy, bo jednak zaistniałe w międzyczasie rewolucje pozostawiły ślad :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. O rety, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Kiedy pisałam tego posta, myślałam sobie, że do nikogo nie trafią te moje wynurzenia, że piszę w eter i pewnie nikt nawet nie przeczyta. Bardzo mi się zrobiło ciepło na sercu, kiedy przeczytałam to, co napisałaś. Z jakiegoś dziwnego powodu miałam wrażenie, że to tylko mnie dotyczy - a widzę, że wcale nie. Że zatacza się te kręgi, że to ludzkie i może być wspólne. To mnie bardzo podnosi na duchu.

      Ale wiesz, wydaje mi się, że to zataczanie koła jest bardziej spiralą - tzn. wracasz w podobne miejsce, jak to, z którego zaczęłaś iść, ale przecież po drodze były różne doświadczenia, które sprawiły, że teraz to miejsce widzisz trochę inaczej. Może podobnie je odczuwasz, bo to w końcu nadal Ty, ale możesz je inaczej rozumieć, więcej widzieć. To dobrze w sumie. A te powroty do siebie sprzed lat są trudne, ale i odkrywcze. Czasem zapominam o tym drugim.

      Delete
    2. To tak zawsze chyba jest, że każdemu z nas w środku wydaje się, że jesteśmy totalnie najdziwniejsi na świecie... na szczęście nawet jeśli to prawda, to takich dziwaków jest więcej i można się jednoczyć ;-)

      Twoje porównanie do spirali jest niesamowicie trafne. Muszę je zapamiętać. Bo faktycznie, nawet jeśli w teorii jest to to samo miejsce, to jednak nie na kole, tylko spirali - bo już odepchnięte nieco dalej przed poprzednie doświadczenia. Wiesz, czasem nagle zdajemy sobie sprawę z tych zmian i możemy czuć się nieco wytrąceni z tej "równowagi", którą udało nam się osiągnąć, to zupełnie normalne. Ja na początku tego roku miałam taki moment i jedną chęć: zwinąć w kłębek i kiwać, bo zupełnie się pogubiłam. Ale każde takie doświadczenie jest cenne, a my sami jesteśmy zbiorem tych wszystkich składowych, czasem niesamowicie skrajnych, a w niektórych momentach życia jedne z nich wychodzą na pierwszy plan, przygaszając inne. Co nie znaczy, że tamte "chwilowo przygaszone" nie będą znów mieć za jakiś czas swoich pięciu minut.
      W ogóle wydaje mi się, że każde zmiany są pozytywne, również te bazujące na "powrocie do przeszłości". Bez nich byłoby nudno!
      Ściskam mocno!
      P.S. chciałam zalajkować robotową stronę na FB, ale link pod ikonką nie zadziałał :-( spróbuję w wyszukiwarce bezpośrednio na fejsie!

      Delete
    3. Bardzo mądrze napisałaś, zwłaszcza o tych wyciszonych elementach mi się podobało - bo dokładnie to czuję w tej chwili. Że jakieś wyciszone elementy wychodzą na pierwszy plan - może teraz jest ich czas i trzeba je przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Są tak samo prawdziwe, jak wszystkie inne składowe - tak samo, jak te, które wcześniej chwilowo je zagłuszyły.

      Co do fanpejdża, to póki co go nie włączyłam, mam problem, żeby się na to zdecydować, ehh... pewnie byłoby to dobre dla mojego bloga, ale dla mnie osobiście to jest duża decyzja i nie wiem czy jestem gotowa na taką bardziej publiczną uwagę, którą ściąga fejsowy fanpejdż. Więc jeszcze się zmagam :).

      Delete
  5. Ja lubię wracać do przeszłości, może nawet mam pewien stopień syndromu "zakotwiczenia" w niej ;). Kiedyś myślałam, że będąc w wieku jakim jestem będę dużo dalej - wiesz kariera dużo bardziej błyskotliwa, podróże po Afryce lub Route 66 o zachodzie Słońca będą już mną, ale teraz to czego pragnę najbardziej, to czas wyjazdy majówkowe z ludźmi ze studiów, samotne przemierzanie lasu rowerem i takie tam. Najlepsze są takie powroty do przeszłości, jak jest tak jak kiedyś :) , tylko dziś to już nie kiedyś. Grunt, ze zawsze z sobą w zgodzie :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ależ ja Cię rozumiem! Podróż do Afryki, amerykański sen, blask reflektorów - tak, tak! To miało być już wszystko ;). A życie się toczy tak, jak się toczy. Ale to nic złego. Też najbardziej ze wszystkiego tęsknię za żaglami z przyjaciółmi, za łażeniem po górach, za oderwaniem się po prostu od trosk codziennych. Wcale nie za jakimiś wielkimi emocjami i byciem na świeczniku. Dobrze sobie to uświadomić :).

      Delete
  6. Doskonale Cię rozumiem, często najlepsze co możemy zrobić to wrócić do korzeni. To tak jakbyśmy pogubili się po drodze, ale wcale tak nie jest. Bo jesteśmy inne, bardziej doświadczone. Teraz widzę też jsk wiele zapału i marzeń w zderzeniu z rzeczywistością odkłada się na później, ale ważne, żeby fo tego wracać :) pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chciałam napisać, że ja właściwie nie odłożyłam na później żadnych marzeń i że ten powrót jest do takiego mojego stanu, który wcale nie był specjalnie fajny... ale to chyba nieprawda. Muszę to jeszcze przemyśleć. Wydaje mi się, że wychodzę z nieco błędnych założeń w tym wszystkim. Trzeba to trochę poweryfikować, to mi dobrze zrobi :). Dzięki za mądry głos.

      Delete