On The Dam


I was living in the area where we've moved recently pretty much all of my life. The fields and forests where we tend to take photos for this blog are very close to me and it would seem I know them by heart. I used to take walks all over the place since I was a kid, together with my Mum and friends, and then, when I grew up a bit, I would wander the area on my own often to find some sort of a refuge and to seek out new paths in this otherwise familiar terrain. I would invite my friends to walk with me through these fields as if I was inviting them over to my own home. We would drink our first beers here, illegally, hidden in the shadow of old shacks and ruined cottages that no longer exist today, their place taken over by modern, large housing estates. The spirit of those salad days still lives in the overgrowth, though, in unkempt trees and bushes grown wild, off of which we used to pick currants and raspberries and plums. 

Now I'm back here after a short break and this place still fills my heart with joy. I have a soft spot even for this old dam, concrete and ugly as it is. I remember reaching it for the first time ages ago, still a child, and being overwhelmed by the strange beauty of it. I have not thought of it as a place to take photographs for the blog before --but now I've come across it again, I think it will be back here from time to time. While it might not be the prettiest backdrop for photos, it's a piece of my personal story and that makes it attractive to me. I believe in telling stories that are true and grounded in life. Those are the truly perfect stories.


Niedawno przeprowadziliśmy się w okolicę, w której mieszkałam właściwie całe życie. Pola i lasy, w których robimy zdjęcia na bloga, są mi bardzo bliskie i znam na pamięć niemal każdy ich zakątek. Chodziłam tu na spacery jeszcze jako dzieciak, z mamą i przyjaciółką, a potem, kiedy podrosłam, szwendałam się tu sama w poszukiwaniu spokoju i nowych ścieżek. Przyprowadzałam tu kumpli tak, jakbym zapraszała ich do własnego domu. Piliśmy tu pierwsze, nielegalne jeszcze piwo, skryci w opuszczonych domkach działkowych, których dziś już nie ma - na ich miejscu stoją nowe osiedla. Ale duch tych szczęnięcych lat nadal żyje wśród zarośli i porusza gałęziami drzew i krzewów, z których zrywaliśmy zdziczałe śliwki, porzeczki i maliny.

Teraz wróciłam tutaj po niedługiej przerwie na mieszkanie w mieście i ta przestrzeń wciąż mnie cieszy. Nawet ta stara, betonowa tama, w całej swojej brzydocie, ma swoje ciepłe miejsce w moim sercu. Pamiętam, kiedy trafiłam tu po raz pierwszy, jeszcze jako dziecko, i zadziwiło mnie jej dziwaczne piękno. Nie myślałam wcześniej o niej jako o miejscu na zdjęcia na bloga - ale teraz, kiedy sobie o niej przypomniałam, myślę, że wrócimy tu nie raz. Może nie jest najładniejszym tłem, ale jest kawałkiem mojej osobistej historii i dlatego jest dla mnie pociągająca. Wierzę w opowiadanie historii, które są prawdziwe i osadzone w życiu. Takie opowieści są naprawdę dobre.

Cardigan: thrifted, Edith&Ella
T-shirt: Threadless, a gift from my boyfriend, The Fish
Skirt: Thrifted, c/o Holy Rags
Necklace: Rossmann I think
Hat: no name
Loafers: found
Bag: vintage, fromy my Grandma's Closet
facebook bloglovin' pinterest instagram tumblr rss contact

10 comments

  1. miło jest odkryć stare zakątki na nowo :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też tak uważam, to bardzo fajne uczucie, wrócić do jakiegoś miejsca po latach - zwłaszcza, kiedy ono się nie zmieniło, a my tak.

      Delete
  2. Faktycznie niesamowite miejsce. I stylizacja też bardzo ładna :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki :). A ta tama jest... specyficzna ;). ale ja lubię betonowe konstrukcje.

      Delete
  3. Beautiful photos! I love your outfit, especially the hat.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you dear! It took the hat two years to grow on me but now I could wear it every day!

      Delete
  4. Sentyment do miejsc, nawet obiektywnie niekoniecznie ładnych, ale bliskich nam :).

    Zdjęcia jak zwykle przepiękne i ciekawe!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ano właśnie, to ten sentyment dyktuje sposób, w jaki na nie patrzymy. Pewnie gdybym trafiła tam po raz pierwszy teraz, nie byłabym tak zauroczona ;).

      Delete
  5. Mimo, że kocham przyrodę i nie wyobrażam sobie bez niej życia, nie wyobrażam sobie też mieszkać na stałe poza miastem. Dlatego podziwiam Cię!
    Miejsce jest faktycznie piękne, wręcz czarujące <3.
    Co do Twojej stylizacji jest niesamowita. Chciałabym wyglądać tak dobrze jak Ty w ołówkowej spódnicy <3 aj :)

    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    ReplyDelete
  6. I know this kind of place very well, I also have my favorite haunts I usually visit when I am in my hometown, and one of them happens to be a dam that looks almost eerily similar to the one that you photographed here :-) Your outfit looks great, by the way!

    ReplyDelete