Abandoned, pt 2&I'm saving on clothes

I think you won't be surprised that we've come back to the household I told you about in my last post. It's such an enchanting place that we just had to, you know, we just wanted to spend more time inside and imagine the lives lived within.

The stories one could tell are endless. For example, in the upper floor there were a few rooms, all of them painted in different colours and patterns. One smaller room must have been a child's room: it was painted pink and there even was one tiny shoe left on the floor in the rubble. Now, in that room we discovered a secret door in one of the walls! It led to another room, a bigger one, placed in the center part of the house, with beautiful large windows overlooking the grounds outside (we couldn't enter that one as the roof and the floor had collapsed). That must have been the owners' --and parents' room. The small hidden door was probably used by the mother to check on the child at any time --and by the child to sneak to his or her parents at night, when it was dark and scary. What a thoughtful idea!



On another note, sewing is becoming ever so satisfying! I made the skirt you can see in these photos, it's the same box-pleated kind that I've sewn before (and crocheted the cloche hat, too, based on the same pattern as this one). It's come to a point where I feel like it actually helps me save money. I find that I need to buy less and less of clothes. This in turn allows me to buy a good pair of shoes every now and then --one that I wouldn't consider in my range before. I'm not going to sew my own footwear after all. I've found that I actually prefer to spend more money on a decent pair of leather shoes that I really like and which I know will last me a few years --just like this pair of oxfords by Nord that I'd had for a few years now --than get frustrated when another cheap pair breaks and I need to find a replacement quickly. Sure, that doesn't mean I won't buy cheap shoes! If I love them, I will. But I will think a lot about the purchase beforehand because I know that for the price a few pairs of those cheap ones combined with savings made on clothes, I could have a great pair of long-lasting shoes. And long-lasting I like a lot.




Nie sądzę, żeby Was zaskoczyło to, że wróciliśmy do porzuconego domu, o którym pisałam w poprzedniej notce. To nadzwyczajnie czarujące miejsce, w którym po prostu chcieliśmy być, odkrywać jego tajemnice i wyobrażać sobie, jak mogły wyglądać życia, które się wewnątrz toczyły.

Wielu opowieści udało nam się domyślić po śladach, jakie pozostawili po sobie właściciele. Na przykład na górnym piętrze znaleźliśmy pokoik dziecięcy - pomalowany na różowo w drobne wzorki w ciemniejszym odcieniu - a w nim malutki bucik. W ścianie tego pokoju odkryliśmy małe, ukryte drzwiczki prowadzące do pokoju obok - dużego, z pięknymi, dużymi oknami wyglądającymi z samego środka budynku na ogród. To był z pewnością pokój właścicieli - i zarazem rodziców. Drzwiczki w ścianie pozwalały zapewne matce dostać się do dziecka w dowolnym momencie, a dziecku - wśliznąć się do pokoju rodziców w ciemne, niepokojące noce.

A przy okazji - spódnica, którą widzicie na zdjęciach, wyszła niedawno spod mojej maszyny - taka sama, jak ta, którą ostatnio pokazywałam (beret też zrobiłam sama na szydełku, taki sam, jak tu). Szycie staje się dla mnie coraz bardziej satysfakcjonujące i coraz wyraźniej odbija się na moich nawykach zakupowych. Coraz mniej wydaję na ubrania, bo mam świadomość, że mogę sobie uszyć to, co mi się podoba. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogę odłożyć i, na przykład, kupić sobie buty, które wcześniej były poza moim zasięgiem finansowym. Butów w końcu sama sobie nie uszyję. Dotarło do mnie, że zdecydowanie wolę kupić sobie droższą, ale lepszą jakościowo parę, i móc ją nosić latami - tak, jak te oxfordy, które kupiłam kilka lat temu w Nordzie - niż wydawać co chwila na rozpadające się, choć tanie obuwie, które trzeba wymieniać. Nie znaczy to, że nie kupię już nigdy tanich balerinek - bo jeśli nie będę mogła przez nie spać po nocach, to kupię - znaczy tylko, że zastanowię się parę razy nad tym wydatkiem, bo wiem, że kilka takich tanich par plus oszczędności na ciuchach dadzą w sumie kwotę, za którą mogę kupić jedną, wymarzoną i super jakości parę, która będzie mi dobrze i długo służyć. A ja lubię przywiązywać się do rzeczy, a więc wytrzymałość uważam za duży atut.

Cardigan: Voegele, old
Shirt: thrifted
Skirt: made it myself
Oxford flats: Nord, old
Cloche hat: made it myself
Scarf: Rossmann
Other shoes: found in the abandoned house
Photos by my boyfriend, the Fish.
facebook bloglovin' pinterest instagram tumblr rss contact

14 comments:

  1. Replies
    1. Dziekuje, moj fotograf sie ucieszy ;).

      Delete
  2. Zdjęcia mają klimat. Oglądając je mam wrażenie jakbym się przeniosła w dawne czasy i dokładnie wiem, co się wydarzyło. Świetny pomysł!
    A o butach to ja bym mogła dyskutować i dyskutować! Myślę, że warto wydać więcej i mieć jedną, ale za to wymarzoną parę butów.
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki! Bardzo sie ciesze, ze zdjecia do Ciebie przemowily.
      Co do butow - pelna zgoda :).

      Delete
  3. Replies
    1. Uwielbiam je! Kupilabym drugi raz, gdyby sie dalo ;).

      Delete
  4. I wonder why did the owners leave. I love that some of the windows still have curtains on.
    xo

    ReplyDelete
    Replies
    1. I wonder the same. When we go back there next time I might ask the neighbours, maybe they will tell me the story.

      Delete
  5. Piękne zdjęcia! Jakby z jakiejś bajki :-) a z szyciem, zwłaszcza spódnic mam podobnie, zamiast kupić wolę uszyć :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje! A szycie przynosi tyle frajdy, ze nie wyobrazam sobie teraz kupic sp9dnicy czy sukienki. No chyyyba ze tkanina by mnie powalila na kolana i nie moglabym znalezc podobnej. Ale to sie rzadko zdarza ;).

      Delete
  6. Klara, Klara, ja chyba przestanę do Ciebie zaglądać, bo Twoje foty przyprawiają mnie z wrażenia o zawrót głowy, i jeszcze kiedyś zemdleję na ich piękny widok!No bark mi słów żeby opisać ich piękno.

    A co ubrań, to masz całkowitą rację! Też wolę rzeczy i butów mniej, ale lepszej jakości. Z resztą, lubię jak moje ubranie ma swoją historią, jak przeszło ze mną odpowiednią ilość koncertów, zwiedziło ciekawe miejsca. Jest przesiąknięte wspomnieniami :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojeeej! Tak bardzo mi milo :). Ale wracaj jednak, bo Twoje komentarze sa najfajniejsze ;). Moge robic mniej ladne zdjecia, jakby co! :D

      O, widzisz, wlasnie o te historie w ubraniach ukryte chodzi. Napisze o tym, dzieki za pomysl :).

      Delete