Abandoned, pt 1


We've spent Easter at my boyfriend's parents' in Opolskie voivodship. While I'm certainly a mountain girl, I do appreciate the vast flat fields we drive through on the trips we take during our stays. I love to discover new places and am always thrilled when we find ourselves in a place similar to this one --an old, beautiful abandoned house on the outskirts of a village, hidden in an overgrown garden and forgotten by all.

There were some items left by the past owners inside: lots of shoes and some furniture and glass bottles and cans. The paint on the walls was peeling and some of the windows were broken. One of the rooms in the upper floor has collapsed, causing a huge rumble in what once was the kitchen. Everything was covered in dust and debris and fallen leaves that had been flewn inside by the wind. And yet, despite the decay, there were still so many stories living impregnated in those walls, so many voices and steps and other everyday sounds. When we were opening door after another, we could almost hear people talking and I would not be surprised to find a family dining behind closed doors in another room.

It was amazing, wandering through this enormous house, touched by time but not by humans through the last years, maybe decades.








Wielkanoc spędzaliśmy u rodziców mojego chłopaka, Ryby, w opolskiem. O ile sercem jestem zdecydowanie w górach, to potrafię docenić piękno rozległych pól tej łagodnej, płaskiej niziny. Uwielbiam poznawać nowe miejsca i zawsze czuję dreszcz radości, kiedy trafiamy do miejsca takiego jak to, w którym zrobiliśmy te zdjęcia. Przypadkiem, w trakcie przejażdżek po okolicy, trafiliśmy na to stare, wielkie domostwo, zapomniane na krańcu wsi, ukryte w zarośniętym ogrodzie, pozostawione samemu sobie, czasowi i pogodzie.

W środku zastaliśmy przedmioty porzucone przez ostatnich mieszkańców: buty, ubrania, trochę mebli, ładnie poukładanych szklanych butelek i słoików. Farba odchodziła ze ścian, część okien została rozbita, a podłoga jednego z pokojów zapadła się do dawnej kuchni. W powietrzu unosił się kurz i pył, na deskach podłogi piętrzyły się liście wwiane przez ślepe okna, ale nie znać było śladu człowieka, jakby nikt nie wszedł do środka od lat albo dekad. A jednak, mimo tej pustki i przemijania, ściany tego domu pełne były żywych opowieści. Tyle było głosów, kroków i codziennych dźwięków w pokojach, które przemierzaliśmy, że wydawało mi się, że kiedy otworzę kolejne drzwi, znajdę za nimi siedzącą przy obiedzie rodzinę, rozprawiającą o tym, co wymaga uwagi w majątku.

To niesamowite uczucie, brodzić w przeszłości tego olbrzymiego domu i wyobrażać sobie jego historię.



Blouse: thrifted
Skirt: n/n
Belt: thrifted vintage
Sweater: thrifted
Scarf: Rossmann
Boots: Zign via Zalando
Photos by my boyfriend, the Fish.

17 comments:

  1. Świetna sesja, taka dziwna- oryginalna. Jestem pod wrażeniem :)
    Pozdrawiam serdecznie, Mój blog/ klik! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję :). Cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają!

      Delete
  2. Jakie piękne zdjęcia ! :)

    ReplyDelete
  3. Magiczne zdjęcia :) Rzadko się zdarza, żeby takie opuszczone posiadłości uchroniły się przed wandalami. Ciekawe, kto tam mieszkał i dlaczego dom opustoszał. A ta porcelana wygląda znajomo! Moja babcia miała taki serwis, pamiętam że była jeszcze cukierniczka i chyba dzbanek do herbaty :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ano właśnie, sami byliśmy zdziwieni, że to miejsce takie zostawione w spokoju, bez syfu i bałaganu odludzkiego. Wrócimy tam na pewno na kolejne zdjęcia, bo jest pięknie. Jeszcze ogród trzeba poeksplorować.

      Delete
  4. I love this! Are any of your photos free lensed? They are stunning!

    Samantha, thesnowwhiteblog.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you! Yup, my boyfriend does a great job at freelensing!

      Delete
  5. There a few houses like this in my hometown and even though I've always wanted to go in, I never could. I was afraid. Not sure of what. I love your photos and I hope next time I'll go home I will have the courage to go in and snaps some pics too. Your post inspired me:) xo

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oh, you definitely should go and explore! It's worth the creeps on your back ;). They usually go away after 5 minutes, really, when you've made sure no one is inside. I love finding such places. It would be great to see photos from your hometown's old houses, too!

      Delete
    2. I plan to go in may and I hope to be brave enough to go in. :D xo

      Delete
  6. przepiękna sesja zdjęciowa, taki klimat!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki! Bardzo mi milo, ze zajrzalas :).

      Delete
  7. Nice photography.. lovely belt...
    http://dimplekhadi.blogspot.com/2015/04/brown-orecchiette-hollow-retro.html

    ReplyDelete