I made myself a skirt

After quite some time spent alone or just with my boyfriend, The Fish, I've been meeting with a lot of friends lately and it's been so great to see them, talk, laugh, drink beer, do some creative stuff... I sometimes get stuck in the rut of being alone all the time and I keep forgetting how important it is to have people around myself. It's good they don't forget about me! Otherwise I might end up alone for the rest of my life, wondering how I managed to get so godforsaken.

And since we're on the topic of other people, I wanted to welcome all my recent followers! I've been very happy to see each and every one of you arriving. I hope you'll stay a while. Also great thanks go to lovely Magda from My Pink Plum who has recently reccommended my blog! You're such a dear!

Yesterday I've met with one of my best friends, Kamil, who has recently started blogging at Na Własne Oczy. I can't believe it's been three years since we've last seen each other! Thank Facebook for letting us keep in tough through all that time. It's still much better fo meet in person. We spent a whole day together, talked to no end and took a lot of photos for his personal project on finding lost friends (a lovely idea!) and I also asked him to take my photos for the blog. He's a photographer so naturally they turned out so great, even though the weather has been absolutely horrible, what with the rain and gloom and general blah.



You might remember my circle skirt that I'd sewn last summer. I had enough fabric to make another skirt --a pencil one this time. And so, I did. I made it over two months ago, I think, and have worn it since but somehow it never ended up on the blog. It's funny that the more I sew, the more I am picky about what I want to showcase in detail. I mean, this is just a very simple skirt, took me just a few hours to complete and it was so straightforward to make that I really don't have a lot to talk about when it comes to it. I just redrafted an old Burda pattern to make it --made it longer and more slim -- and that's that. I've actually sewn a couple more skirts based on this pattern and some day they might find their way to the blog. For the time being, please enjoy those pretty pictures Kamil took of me on one rainy afternoon.




Ostatnio bardzo dużo czasu spędziłam sama i z moim chłopakiem, Rybą. Zaczęłam już wpadać w ten stan dość niewygodnego poczucia, że poza nami na świecie nie istnieją inni ludzie. Na szczęście znajomi przypomnieli sobie o mnie i powyciągali parę razy na spotkania. Wypełzam więc z domu na kawę, piwo albo ploty, i coraz mi jest lepiej. 

Niedawno, na fali tego wypełzania, spotkałam się z przyjacielem, którego znam od czasów szkoły fotograficznej. Wstyd się przyznawać do takiego sędziwego wieku, ale to mija już 10 lat, odkąd pierwszy raz zobaczyłam go w nieodłącznym wówczas cylindrze, z teczką zdjęć pod pachą, drepczącego w tę i z powrotem po korytarzu szkoły, która niebawem miała okazać się naszą. Czekaliśmy oboje na rozmowę kwalifikacyjną... a reszta to już historia. Wkrótce zresztą o tej historii napiszę więcej, gościnnie, na blogu Kamila, Na Własne Oczy, bo zaprosił mnie do udziału w jego osobistym projekcie o odnalezionych przyjaciołach. Słusznie nazwał ten projekt w ten sposób! Ostatni raz widzieliśmy się trzy lata temu. Ładne rzeczy.

Przy okazji spotkania poprosiłam Kamila, żeby zrobił mi zdjęcia na bloga - tym razem w spódnicy, którą sobie uszyłam. No i zrobił. Takie urocze. Dzięki, Kamil!

A skoro jestem już przy anonsach, to chcę serdecznie powitać wszystkich nowych obserwatorów Robota! Jest mi niezmiernie miło widzieć, jak się pojawiacie. Mam nadzieję, że zabawicie tu dłużej. Olbrzymie podziękowania należą się też Magdzie z My Pink Plum, która niedawno poleciła u siebie mojego bloga. Madziu, jesteś super!

I jeszcze dwa słowa o spódnicy, którą widzicie na zdjęciach. Po tym, jak uszyłam spódnicę z koła z tych kropek, zostało mi jeszcze dość materiału, żeby uszyć spódnicę numer dwa - tym razem ołówkową. Przerobiłam nieco wykrój z którejś starej Burdy - przedłużyłam go i zwęziłam - i oto jest, bardzo prosta i klasyczna spódniczka. Właściwie nie mam się o czym rozpisywać. Szyła się szybko i łatwo, wykonałam ją w ciągu kilku godzin. Z podobnego wykroju uszyłam jeszcze kilka podobnych spódnic i jakoś nie spieszy mi się, żeby wszystkie tu pokazywać, bo są tak proste, że to już żaden powód do chwalenia się. Ale jeszcze przyjdzie na nie czas.

Jacket: vintage, from my Granny
Cardigan: thrifted
Blouse: Camaieu
Skirt: made it myself


Flats: Pier One via Zalando
Scarf: Rossmann, old
Bag: n/n, old
Belt: n/n
Photos by Kamil of Na własne oczy.

8 comments

  1. świetnie

    http://iamemilia.blogspot.com/

    ReplyDelete
  2. Świetny pomysł na wykorzystanie materiału no i genialny efekt :)

    ReplyDelete
  3. Co tu dużo mówić: świetna spódnica i bardzo ładne zdjęcia. Wcale nie widać, że pogoda była szarobura. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Pogodę poprawiłam w fotoszopie ;).

      Delete