Granny's Closet: The Skirt turned Dress

I hesitate to write and post this entry today --because there's not enough photos to show you. And, to be perfectly honest, I'm not even sure those photos still exist. The ones I'm missing are assumed to have been taken around 50 years ago and are supposed to show my beloved Granny wearing a certain red and blue striped dress. Are they even somewhere out there? Maybe they were thrown away? The quality of those photos was really bad and colours skewed --a norm in Poland of 1960s. Polish negative film produced in Bydgoszcz was far away from Kodak and Fuji...

Fast backward to a few months ago. I'm at my Granny's and we're digging through her closet. We're finding a lot of long forgotten treasures, like old handbags and purses, and vintage clothes and pre-cut sewing patterns. And then there are some fabrics. Dusty, hidden away for decades and gorgeous. My Grandma looks at the blue and red striped cotton and says "This used to be a dress, you know, one of my favorites. After I'd ripped the bodice by accident, I decided to leave the rest of the fabric and sew something from it but I never got to it. You should sew yourself a skirt. Here, take it."

And so I did. I sewed myself a skirt from a cotton that is over 50 years old, was loved and worn to bits, and then stashed away --because it was a favorite. This is so touching to me. The life of things in our hands is so precious and so complicated, and so full. We give them meaning and store their histories in our minds. They live as long as we lend them some space in our memories.

The sewing process was easy enough and there isn't much to describe. I was aided in making box pleats by small cuts along the edge of the fabric that have already been there, probably from the time it was a pleated dress. I cut away a small portion of the fabric to use for the waistband --I made it from the fabric put vertical instead of horizontal, as you can see. The fabric was already hemmed so I didn't need to do anything else there. I might shorten it a bit since I'm not sure this particular length is the most flattering to my otherwise perfect legs. If I do, I'll shorten it just by folding the fabric and hemming with a blind stitch (as it was originally done to the dress, I think, judging from some loose threads hanging from the hem).


Nie wiem, czy pisać i publikować tego posta już teraz, kiedy nie mam jeszcze wszystkich zdjęć. Z drugiej strony, nie wiem czy te zdjęcia, których brakuje, w ogóle istnieją. Podobno zostały zrobione na Krymie, w latach 60-tych, i jest na nich moja Babcia w sukience w czerwono-niebieskie pasy. Ale czy te zdjęcia jeszcze istnieją? Czy leżą schowane gdzieś na dnie szafy, czy zostały wyrzucone? Zdaje się, że były kiepskiej jakości, z przekłamanymi kolorami, ówczesna polska norma, filmom produkcji zakładów w Bydgoszczy daleko było do Kodaka i Fuji.

Cofnijmy się o kilka miesięcy. Właśnie wybebeszyłyśmy z Babcią jej szafę. Znalazłyśmy stare ubrania, torebki, włóczki, drobiazgi, wycięte wykroje, tkaniny. Wzrok Babci pada na kupon bawełny w czerwono-niebieskie pasy. Babcia mówi: "O, to była moja ulubiona sukienka! Nosiłam ją do czasu, aż podarła jej się góra. Wtedy odprułam dół, żeby coś z niego uszyć. Ale nigdy nie uszyłam. Jak chcesz, to sobie weź. Możesz sobie uszyć spódnicę".

Wzięłam, uszyłam. Mam spódnicę z tkaniny, która ma co najmniej 50 lat, była kiedyś sukienką tak bardzo ulubioną, że noszoną aż do zdarcia, a potem przeleżała w szafie parę dekad dlatego, że ulubionych rzeczy się nie wyrzuca. W taki właśnie sposób nadajemy znaczenie przedmiotom - to my tworzymy ich historie i pozwalamy im żyć tak długo, jak zostawiamy dla nich miejsce w swojej pamięci.

O szyciu nie ma co dużo gadać. Poukładałam kontrafałdy według nacięć wzdłuż jednej z krawędzi - pewnie pozostałości z czasów, kiedy poprzednia krawcowa szyła sukienkę (pierwotnie sukienka miała plisy). Wszyłam pasek z kawałka tkaniny, który odcięłam od całości i złożyłam na pół - jak widzicie, pasy układają się na nim w pionie, a nie w poziomie. Dół był już obrębiony, tu pracy nie musiałam dokładać. Być może jeszcze skrócę spódnicę o jeden pas przez podłożenie i podszycie ściegiem krytym - sądzę, że tak była uszyta w oryginalnej wersji, bo musiałam poodcinać trochę luzem latających nitek przy obrąbku. Teraz, po obejrzeniu zdjęć, wydaje mi się nieco za długa. 

Denim jacket: Camaieu
Blouse: Orsay, old
Heels: Hush Puppies via Zalando
Skirt: made it myself
Fabric: vintage, a gift from my Grandma
Bag: vintage, from Granny's Closet
Scarf: vintage, from Granny's Closet
Belt: vintage, from my Mum
Photos by my boyfriend, The Fish.

6 comments:

  1. Oh, that skirt is so cute and cheery, and what a wonderful story to have about it too!

    Brigid
    the Middle Sister and Singer
    http://boyerfamilysingersblog.com

    ReplyDelete
  2. Wonderful skirt and you look so cute! :)

    ReplyDelete
  3. This AMAZING! This is why I never give things away - even when they don't fit. I dreams someday I may have a daughter/granddaughter that does just this!!! So cute and I love the story!

    ReplyDelete
  4. Beautiful skirt! I can't believe it's so old. It looks brand new! I love everything about it: the shape, the pattern, the colors. And for some reason, it kinda reminds me of Easter. Take that as a compliment, please. :) xo

    ReplyDelete