I made a dress #8 and a free pattern


I've been quite the busy little bee lately! I've sewn about 20 hoods I'd spoken about in the last post and when all that was done, and it has already been already Christmas, I decided to make a present for myself and here it is, a dress number 8. I call it Rosemary Dress for a character from Fitzgerald's "Tender Is the Night" which I am currently reading and liking a lot. I am aware that the plot is set in 1920s but I'd like to think that Rosemary would wear a dress like this were she inhabiting the 1950s. It's both elegant and girly, everyday and dressy, just like Rosemary would have it.

I was lucky to come across a cheap e-bay listing for a couple of German pattern magazines from early 1950s and one of them had this beautiful dress pictured below in dark green. I knew I had a fabric stashed that was just right for it. It was a thicker cotton from IKEA that I bought a year ago and was saving for something special. Others might have pillowcases out of this navy blue fossil printed beauty, but I, my friends, made myself a dress.



This particular magazine came to me without the key and with just one pattern sheet --back then they came as separate booklets and I guess it was easy to misplace one. So if I wanted to sew this gorgeous thing, I had to trace all the lines on the sheet with my finger to find the right pattern pieces. Let me tell you that took long. But it was worth it. When I finally did find it, I decided to scan it and trace it, and I made it into a downloadable pattern. It's yours for the taking. Merry Christmas. 

The sewing process was easy peasy, even with no instructions I just followed my gut feeling and it went smoothly. The pattern is very good and matches easily (one thing I found is that you might have to elongate the collar by an inch to make its ends meet right at the center of the neckline, so please take this into account if you want to sew a dress like this, because I did not correct it in my pattern!). It is also well measured which means that it is a bit too loose for me, as it is for bust measurement of 92 cm (and I'm more of a 88). I like the collar and the skirt which is nicely pleated at the center. I think I will make a sew-along soon because this is a really pretty dress and I'd like to have it in more fabrics. Would you like me to? Would you be willing to try your luck with this pattern, too?

Po tym, jak uszyłam już wszystkie czapy świata dla wszystkich ludzi na Ziemi, postanowiłam zrobić sobie prezent gwiazdkowy i spędziłam dwa dni nad tą sukienką.

Jest to sukienka w skamieniałości, ziółka i robale, uszyta z grubszego płótna kupionego w IKEA. O ile print jest cudowny, to materiał jest dość wymagający, łatwo się siepie, trzeba by wszystkie szwy oblamować, żeby to wyglądało po ludzku, ale mi się nie chce.

Wykrój z maja roku 1953, z czasopisma, z którym zdążyłam się już zaprzyjaźnić, bo większość ciuchów uszyłam właśnie z niego - Der Neue Schnitt. Bardzo spodobał mi się kołnierz przy tym modelu. Można go nosić postawiony, jak na zdjęciach, lub opuszczony, wtedy przypomina nieco kołnierzyk bebe.

Szyło się wygodnie, ale zanim szyłam, musiałam pomęczyć się z odnalezieniem wykroju. Magazyn udało mi się kupić tanio, ale niestety nie jest kompletny - brakuje mu książeczki z instrukcjami i jednego arkusza wykrojów. Musiałam więc palcem prześledzić wszystkie linie wykrojów na arkuszu, który miałam, żeby znaleźć właściwe części do wycięcia. Zajęło mi to parę godzin, ale było warto. Sukienka jest bardzo efektowna, a dość prosta do uszycia. Wykrój okazał się bezbłędny (poza wymiarem kołnierzyka, który jest około półtora cm za krótki, musiałam go skroić powtórnie, żeby jego końce spotkały się na środku dekoltu), bardzo dobrze wszystko do siebie pasuje i ładnie leży. Rozmiar jest co prawda nieco większy niż mój (wymiar biustu tej sukienki to 92 cm, ja jestem bliżej 88), ale ta odrobina luzu mi nie przeszkadza.

Jako że święta ledwo co minęły, postanowiłam zrobić Wam prezent. Możecie ściągnąć opracowany przeze mnie wykrój sukienki z dzisiejszego posta. Nazwałam ją Rosemary. Wesołych Świąt.


Belt: n/n
Flats: Anna Field via Zalando
Photos: my boyfriend, The Fish

I'm baaack and all about hoods


Uh-oh, I know, it has been too long since I've last written here... time sure flies. So much has been happening around here in the last few weeks that I'd honestly lost track of days and nights passing, and just kept going with the flow of this hectic life. I was working a lot and then partying a lot with long-lost and newly-found friends, I was meeting my bestie who came by for a short visit from Armenia and then helping out another bff who is pregnant and then visiting my Grandma (and getting loads of awesome vintage stash passed on to me!) and studying (I'm back to Uni for my MA again, I think I haven't told you about this yet?) AND we've been looking for a new flat to rent but we couldn't find any (it ain't that easy when you have a dog and two cats) so we moved out of the flat that we'd been renting for the last year anyway, to temporarily live with my Mum. As you can see, life is as chaotic as can be. I hope now that we're staying at Mum's, it will all settle down. Right now we are finally done with living in boxes and crates, out stuff is unpacked and rooms rearranged to meet out needs. I think the storm has passed.

For the time being, though, since I don't have any outfit photos to show (even though I've been enjoying this layering season a lot and letting my clothing creativity flow!), please indulge yourself in some funny photos of me wearing things on my head. I made these hoods based on a a free pattern (with a lovely tutorial!) by Lemon squeezy home. I altered it a bit to better suit my needs and I decided not to use faux fur because, well, I didn't have any and it turned out to be *expensive*. So I'm making my hoods out of wool or thick cotton. They make the perfect gifts and my friends love them! I love them too. If you also love them and would like to have one just like that just for yourself, let me know! I'd love to sew one for ya.













Uff, nie było mnie tu bardzo, bardzo długo i jeśli miałabym się czymś tłumaczyć, to chyba przede wszystkim wszechogarniającym ostatnio życiowym chaosem. W ciągu ostatniego miesiąca zdążyłam na dobre wrócić na studia i przywyknąć do studenckiego życia obfitującego w spotkania, imprezy i bezustanne debatowanie przy piwie nad istotą naszego kierunku. Spędziłam trochę czasu z przyjaciółmi dawno nie widzianymi i na nowo odnalezionymi. Często też bywam u Babci (czego efektem jest powiększenie się mojej szafy o masę vintage'owych rzeczy). Pracuję, szyję, uczę się... Poza tym przeprowadziliśmy się! I dopiero co urządziliśmy się w swoich nowych pokojach. Dzieje się. Mam jednak nadzieję, że życie trochę zwolni tempo, skoro już przeprowadzka za nami, przyjaciele powyjeżdżali, a do bycia studentką już się przyzwyczaiłam i nie podchodzę tak rzetelnie do imprezowania.

Jako że nie mam żadnych zdjęć ciuchowych zestawów (a zestawy z kolei mam, nawet jeśli nie liczne, to bardzo zadowalające), to póki co obejrzyjcie sobie zdjęcia czap, które ostatnio szyję. Darmowy wykrój (razem z tutorialem) znalazłam na blogu Lemon squeezy home i dopasowałam nieco do swoich potrzeb, a potem okazało się, że to doskonała rzecz na prezent, więc teraz szyję ich masę dla swoich znajomych (i nieznajomych), którzy zakochali się w czapach nie mniej niż ja. Jeśli i Tobie czapa się spodoba i zechcesz taką mieć - daj mi znać, chętnie taką dla Ciebie uszyję!

Hoods: made them myself!
Awesome pattern based on the one by Lemon squeezy home
Fabrics: some given to me and some bought at second hand stores
Sweater: second hand/George
Shirt: second hand/Influence
Brooch: vintage from my Mum
Photos by Mum