I made myself a dress #3

I seem to be getting better in this sewing business with every garment that I make. This third dress was a really nice adventure to make. No great pitfalls, no fabric tearing, no pattern resizing. The only thing I had to change was lengthen the bodice with a belt --it only occured to me that it was too short after I sewed in the skirt for the first time.

All in all, it was really nice to make and a blitz, too! It took one full day and a few evenings to finish. I still need buttons for the front placket of the bodice. Isn't it weird that I can't seem to get any round wooden buttons in any of the haberdasheries I visit? I thought it would be a common item but it seems I got carried away with my imagination.

Anyway, to begin with, here's the original drawing from Praktische Mode 5/1958. The model I sewed is the one marked Abb. 4. Look, even the fabric is similar to mine! Mine is printed with dragonflies.


And now go on, look at the (un)finished piece! I promise to style it in whatever way that is better than this --this is just to show off the dress, nothing else. I also promise to place it against a backdrop that doesn't blend with the dress' colour so much. Hasty me, wanting to photograph the thing right off the machine, forgetting to change my backdrop. Silly, silly!




Dress: made it myself 
Pattern: Praktische Mode 5/1958 
Fabric: Allegro/Pasmasz

4 comments

  1. wspaniała jest ta sukienka!
    ile ja bym oddała, żeby w takich "klasykach" wyglądać dobrze!
    no i - zazdroszczę talentu krawieckiego.
    ja potrafię szyć bardzo proste rzeczy tylko.
    i przeszywać, poprawiać :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki za takie miłe słowa! :)

      Wiesz, myślę, że w klasykach każdy wygląda dobrze - natomiast nie każdy dobrze się czuje, bo one niosą ze sobą bardzo specyficzny przekaz. Jak zresztą każdy styl. No i dobrze, ważne, żeby nosić to, w czym człowiek jest sobą :).

      A co do szycia - tu nie trzeba talentu, tylko uporu i dokładności. I odrobiny odwagi, żeby się w ogóle zabrać za robotę ;). Ta sukienka to chyba piąta czy szósta rzecz, jaką w życiu uszyłam. Wcale nie wiedziałam czy sobie z nią poradzę - ale mimo pewnych rzeczy, które można by poprawić albo zrobić lepiej następnym razem - wyszło ok.

      Delete
  2. Jaka urocza sesja, szkoda tylko że zdjęcia takie rozmazane :( Ale to nic :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Rzeczywiście zdjęcia nie trzymają ostrości, obiektyw niedawno przeżył upadek i od tego czasu szwankuje :(. Powinnam te sesje w studio robić innym. Dzięki za zwrócenie uwagi! :)

      Delete