On getting dressed and what it means

Today I would like to share with you a few basic impressions I've been getting on my way down the personal style lane. I thought maybe it would explain to you why I choose to wear dresses all the time and avoid neon colours and why I'm not too keen on high heels and, generally speaking, what it all means to me on a deeper level. So here goes!

When it comes to getting dressed, I'm not too big on trends. I actually try to avoid them to a large extent unless they really match my preferences. I really do not like to look like everybody else in the street. Clothing to me is a way of expressing myself --be it a total negation of modern standards of femininity (which had been the case for many, many years) or a little satire on the same topic (as it sometimes happens right now).

I want my style to be developing, but still want to keep it persistent. Wearing neon colours or studs or anything that is in this season and will be gone next week simply won't do the trick.
Being dressed a certain way makes me feel a certain way. Wearing dresses makes me feel very feminine. Being stuck in long jeans takes half the charm away. Wearing the outfit in today's photos reminds me of casual but still elegant styles of 1940s and 1950s women. In this skirt and those heels I walk a different way and I smile a different way and I feel like a mature and self-confident woman. With this image in mind I am ready to fly away into some long forgotten land from sixty years back --and I need that sort of fantasy in order to stay creative. Being a photographer and designer, it is very important to me.
I don't spend an awful lot on new clothes. I definitely avoid large shops like H&M or Reserved (with the significant exception of Atmosphere that is actually non-existent in Poland except for the second-hand market). I find their products way overpriced for the quality they present. Also, usually they don't have many things that interest me (see point about trends). I shop at second-hand shops and regularly dig through the "used" section at Allegro (a sort of Polish ebay). I rarely choose pieces that cost more than 30 zł (circa $10). I think around 70% of my current wardrobe is composed of second-hand stuff. If I do spend a lot of money, I usually do that on pieces that are extraordinary, of great quality that I know I won't get bored with. Usually, it's great shoes.
What I show on this blog is what I actually wear everyday. Those are simpler or more layered outfits that sometimes draw more and sometimes less attention. They are meant to be right for everyday wear, sometimes for a special occasion. That means I usually won't parade in front of the camera with high heels on. My feet hurt an awful lot when I wear heels so I rarely do (even though I absolutely love the way women's legs look in high heels!).
I dress to feel I am myself. I also dress to feel cute and pretty.






















Shirt/top: Atmosphere (actually a dress)
Scarf: vintage
Skirt: Vila
Belt: Troll
Shoes: second hand (Foot Glove)
Photos: mum

Ostatnio doszłam do kilku wniosków, które wynikły z mojej przygody z poszukiwaniem własnego stylu. To takie po części wrażenia, po części punkty, którymi się kieruję w ubieraniu. Wyjaśniają czemu tak uwielbiam nosić sukienki, dlaczego omijam ćwieki i neony, i dlaczego rzadko noszę buty na obcasach - a poza tym mówią o tym, co to wszystko dla mnie znaczy na głębszym poziomie.

Jeśli chodzi o ubiór, nie jestem fanką trendów. Staram się ich raczej unikać, o ile nie odpowiadają moim osobistym upodobaniom. Nie lubię wyglądać jak każda inna dziewczyna mijana na ulicy. Ubieranie się jest dla mnie sposobem autoekspresji - niezależnie od tego czy ma służyć kompletnej negacji współczesnych standardów kobiecości (a tak było przez wiele, wiele lat), czy też być cichą satyrą na ten sam temat (jak bywa teraz).

Chcę, by mój styl się rozwijał, ale również, by był trwały. Zakładanie neonowych bluzek albo butów z ćwiekami, albo czegokolwiek, co jest trendy w tym tygodniu, a w przyszłym będzie passe po prostu mi tego nie zagwarantuje.

To, jak się ubieram ma odbicie w tym, jak się czuję. Noszenie sukienek to dla mnie kwintesencja przyjemności. Konieczność kiszenia się w długich dżinsach odbiera mi jej mnóstwo. Zestaw, który mam dziś na sobie przypomina mi codzienne, praktyczne, choć nadal perfektycjnie eleganckie ubiory kobiet z lat 40-tych i 50-tych. W tej spódnicy i na obcasach chodzę inaczej niż zwykle i uśmiecham się inaczej. Czuję się jak dorosła i pewna siebie kobieta. Z takim obrazem siebie w głowie jestem gotowa odlecieć do czasów sprzed sześćdziesięciu lat - ten rodzaj fantazjowania bardzo mnie inspiruje i ułatwia tworzenie. A jako fotograf i designer bardzo potrzebuję tego rodzaju pobudzenia wyobraźni.

Nie wydaję zbyt wiele na ubrania. Szerokim łukiem omijam H&My i Reservedy, i inne sieciówki (z wyłączeniem nieistniejącej w Polsce Atmosphere, z której ubrania kupuję w second-handach). Uważam, że jakość ich ubrań jest zdecydowanie za niska jak na ceny, za które chcą je sprzedawać, a poza tym nie mają zbyt wielu ubrań, które mi się podobają. Kupuję więc w szmateksach i regularnie przeglądam sekcję z używanymi ubraniami na Allegro. Rzadko przekraczam budżet 30 zł a jeden ciuch. Sądzę, że około 70% mojej obecnej garderoby to ubrania z drugiej ręki. Zaoszczędzoną kasę przeznaczam czasem na coś zupełnie niesamowitego, co mi się nie znudzi, nie wyjdzie z mody i nie zniszczy się przez długie lata. Zwykle na dobrej jakości buty.

To, co pokazuję na blogu to mój codzienny styl. Te zestawy bywają bardziej lub mniej złożone, przyciągają czasem więcej, a czasem mniej spojrzeń. Tak się noszę każdego dnia, idąc do sklepu i na spacer, czasem pokonując tylko drogę z łóżka do biurka czyli do pracy. To znaczy, że rzadko będę paradowała przed obiektywem w wysokich obcasach - noszę je od wielkiego dzwonu, bo stopy bolą mnie w nich tak, że po chwili nie mogę chodzić (to zresztą dla mnie okropne, bo uwielbiam wygląd kobiecych nóg na obcasach!).

Ubieram się, by czuć się sobą. Jak również, by czuć się ładnie i uroczo.
_____________________________________________________

Edit: Wow, my look got featured on Polskie Szafiarki as one of the best looks! Thanks so much!
Edycja: No proszę, mój zestaw trafił na listę najlepszych wyglądów na Polskich Szafiarkach! Serdecznie dziękuję!

Comments

  1. Po tym co tu przeczytałam, nasuwa mni się jedyny możliwy komentarz - witaj w klubie!

    (...Z tym, że ja przymierzam sto par butów zanim kupię jedną, więc raczej nie zdaża mi się tak cierpieć na obcasach, aczkolwiek mam takie, które z ulgą zdejmuję po powrocie do domu...)

    Pozdrowienia z mojego Szczecinka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo mi miło gościć na blogu kogoś, kto podobnie myśli! Jeśli chodzi o buty, to jest to zupełnie osobny rozdział pt. rodzinna klątwa delikatnych stóp. Jedyne buty, które mnie nie obcierają to adidasy do biegania. Na resztę spuśćmy zasłonę milczenia, bo szkoda o tym rozlewie krwi publicznie opowiadać.

      Pozdrawiam!

      Delete
    2. Znam ten ból, bo mam to samo. Dlatego najbardziej lubię japonki (oczywiście nie jakiekolwiek), które nigdzie nie uwieraja. Mam takie, które noszę już ósmy(?!) sezon i będzie dramat , kiedy się wreszcie rozlecą, tak jak moje kozaki - botki noszone przez13 lat. - Rozleciały się u szewca poprzedniej wiosny i do tej pory je opłakuję. W mojej rodzinie nikt takich wrażliwych stóp nie miał, chyba się "wyrodziłam"...
      Pa!

      Delete
  2. Bardzo uroczy, powiedziałabym - harcerski wygląd. :)
    Dlatego dodaję do najlepszych na www.PolskieSzafiarki.pl.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Harcerski! Rzeczywiście! Nigdy nie byłam harcerką, a może powinnam, podobały mi się zawsze mundurki :).

      Wow, dziękuję! Nawet nie wiesz, jak mi miło :).

      Pozdrawiam!

      Delete
  3. Bardzo ładna sukienka, taki niby sportoy fason, ale z tą spódniczką wirującą na wierzchu - super kobieca. I zgrabne sandałki - lubię takie..

    ReplyDelete

Post a Comment