Being the thing you desire

I used to be that other girl. The sort of girl who wanted to be in the popular crowd and always got rejected. I wanted to warm up in the company of pretty girls with pretty clothes who knew how to walk gracefully and how to look at you in that special way that could make you feel good or bad for the rest of the day. Maybe I lacked something or maybe I was just internally too different -- I just never could be one of them. So I turned my back on the popular crowd and decided I would never be like them. I would never be glamorous, never wear a dress in my life and a sole suggestion of putting a bow in my hair would be considered ridiculous. Following fashion was considered stupid and shallow. Going my own way, I was trying to hide in comfortable and completely boring clothes that  -- in my head -- made a clear statement "I don't want to look like you fashionable girls do, I don't want to be judged by my clothes, the only thing that matters is who I am on the inside". And so it went for something like fifteen years.



A year ago something begun to change. I slowly started becoming more open to dressing up and, little by little, more style-conscious and discovered with a huge surprise how happy it makes me feel. I bought my first dress in years. I wore high heels without feeling out of place and overdressed. I went out, dressed pretty and girly and had the best time without feeling awkward about my look. It was an amazing moment of self-discovery and learning new things about myself.

I didn't need to prove myself to anyone through my own take on femininity anymore. I decided to take that plunge out of curiosity, just for fun and it felt, and feels great. I questioned my previous self's rebellious beliefs and found they are based on a silly idea that being pretty means you're shallow. Now, I wasn't shallow and I knew it, so would it make me shallow if I started dressing pretty? I guess it didn't. It actually feels incredible.

So here's a red dress, because you need a red dress to crown that new woman you've found inside of you, no?





What's your story? Were you a mama's doll or a tomboy as a kid? How did the society influence you? Did you change your mind about that over the years?







































Dress: Troll 
Belt: Top Secret
Headband: found, no name
Shoes: Nord (outlet in Ustka)
Photos: Bartek

Kiedyś byłam tą inną dziewczyną. Chciałam grzać się w blasku popularnych, ślicznych dziewczyn, które potrafiły poruszać się z gracją, wiedziały, jak się ładnie ubrać i jak spojrzeć na kogoś tak, by przez resztę dnia czuł się dobrze albo źle. Może brak mi było czegoś albo byłam po prostu wewnętrznie zbyt inna - grunt, że nigdy nie mogłam stać się jedną z nich. Odwróciłam się więc do nich plecami i postanowiłam nigdy nie być taka, jak one. Miałam nigdy nie być modna, nigdy w życiu nie założyć sukienki, a sama myśl o tym, że mogłabym wpleść we włosy wstążkę miała powodować salwy śmiechu. Podążanie za modą uważałam za głupie i płytkie. Poszłam swoją drogą i próbowałam się schować w wygodnych i absolutnie nudnych ubraniach, które - w mojej głowie - były manifestem o następującej treści: "nie chcę wyglądać tak, jak wy, goniące za trendami dziewczyny i nie chcę być oceniana poprzez moje ubrania; jedyne, co ma znaczenie, to to, kim jestem w środku." I tak było przez jakieś piętnaście lat.

Rok temu coś pękło i zaczęło się zmieniać. Powoli zaczęłam się stawać bardziej otwarta na inne ubrania, i, po maleńku, bardziej świadoma czegoś, co nazywamy stylem. Z ogromnym zdumieniem stwierdziłam, że zabawy z ciuchami dają mi mnóstwo radości. Kupiłam pierwszą od lat sukienkę. Założyłam wysokie obcasy i nie czułam się nie na miejscu i przesadnie elegancka. Wyszłam z domu ubrana ładnie i dziewczęco i bawiłam się najlepiej na świecie, nie czując, że wyglądam dziwnie. To była jedna z najbardziej niezwykłych chwil: widziałam, że odkrywam siebie na nowo.

Nie musiałam już nikomu niczego udowadniać poprzez swoją wersję kobiecości. Postanowiłam skoczyć na głęboką wodę z czystej ciekawości i dla zabawy, i okazało się, że to świetny pomysł. Zakwestionowałam wcześniejszą siebie i moje buńczuczne manifesty, i stwierdziłam, że są oparte o niemądre przekonanie, że być ładną oznacza być płytką. No, a skoro nie byłam płytka (to akurat wiedziałam), to czy spłyciłoby mnie ładne ubranie? Chyba nie. Nigdy nie czułam się lepiej.

A więc jest w końcu czerwona sukienka, bo należy się, jako ukoronowanie odnalezionej po latach kobiecości. No nie?

Jakie są Wasze historie? Czy jako dziewczynki byłyście laleczkami mamusi, czy chłopczycami? Jak wpłynęło na Was społeczeństwo? Czy zmieniłyście się przez lata?

Comments

  1. Bardzo ładna sukienka. Świetnie w niej wyglądasz. Masz bardzo ładne nogi. Najbardziej podoba mi się fot. nr. 2.
    Pozdowienia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Uważam swoje nogi za swój największy atut. I też najbardziej podoba mi się zdjęcie numer dwa!

      Delete
  2. Gratulacje!! Po pierwsze masz świetne zdjęcia, ach. Po drugie byłam chłopczycą, wychowywałam się z dwoma braćmi, mam nie miała dla mnie czasu więc biegałam, skakałam przez płot, nosiłam duzo rzeczy po starszym bracie, takie czasy i długo nie mogłam być dziewczynką, bo moja rodzina zawsze oszczędzała.A teraz krótko przed czterdziechą, wreszcie mogę sobie pozwolić, mam za duzo ciuchów, nie mieszczę się w szafie i powoli muszę to ogarnąć :). Po trzecie sukienka o której pisałaś u mnie na stronie, jest do sprzedania, jak by co :) pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję, dziękuję! A szczególne dzięki za osobistą odpowiedź - bardzo mnie ciekawią takie historie i doświadczenia, bo są tym, czego nie widać gołym okiem.

      A po sukienkę się odezwę, oj, tak...

      Pozdrawiam!

      Delete
  3. piękna sukienka i zdjęcia :)

    obserwuję blog :)

    ReplyDelete

Post a Comment