Random inspirations from fashion history

I'm sorry I've been silent for the last week. I guess work was overwhelming since I've been making the last improvements in the latest book I'd been designing. It's always a huge rush before it gets sent to the publisher and printer. Even after seven years of doing it (can't believe it's already been that long!), I get the creeps when sending the final files to print. You know, printing costs from umpteen thousand Polish zlotys and way up, and, well, my pay is quite mediocre in comparison. If something goes wrong and I get blamed for it... that thought sometimes brings me nightmares.

Buuut! Enough about that. Fortunately, I still have the evenings for doing the things I like, like finding interesting things about the everyday life of the slightly older days. And here is one that is absolutely stunning.

It's a blog by one charming and clever lady who is a collector of things of old that we would nowadays call "curios" while in their time, they were actually quite the common thing. She is mostly focused on the little, usually unseen things that developed around contemporary lifestyles and fashion industry: the hosiery, the lingerie and other such stuff. She also interests herself with small, patented items of the old days. Like the perfumette which, I think, is a beautiful invention. I'd use it if I had one. And the blouse tender. Let me say one word: ingenious. No more problems with getting the blouses to stay tucked in your skirt.
Seeing things like that brings to my mind one question: why don't they last? Why is there no blouse tender around when the fashion seems to be obsessed with the retro blouse-in-high-waisted-skirt look?

Other findings include the wristlet for comfortable crocheting (I'd love this one for personal use, I hate it when the ball of yarn runs away, clearly to my cats' delight), a very useful book titled "How to do things" which describes how to caponize the cockerels, among others (and let me tell you I have no idea what that means but I love how it sounds), hand-made coat hangers for the times when those things weren't commonly adopted by coat makers, and, last but not least, a pattern for a nifty blouse from 1935 which I'm definitely going to sew, it's beautiful.

Go visit! It's worth it.

The weather shifts

As the weather shifts from day to day from extremly hot to nicely warm which, in comparison, seems almost cool, I keep wanting to wear layered outfits. I look out the window on those colder days and wish I could put on my colourful tights, a sweater and a scarf. I miss scarves the most in the summer. I love scarves. It is unusual for me to try any excess in my look but with scarves, it's different. I like to have them all heaping on my chest and flowing way down. I feel very comfortable in them and sort of protected, as if those layers of soft fabric could hide me from any bad things I might encounter on my way. Too bad I haven't found a way to wear them in the summer without boiling in the heat. It's nice to have a rainy day like today from time to time.







Scarf: Troll (from last winter men's collection)
Cardigan: Quiosque
Blouse: no name from Allegro
Jeans: H&M
Belt: vintage from VintageShop
Boots: Deichmann (old)

Podczas gdy pogoda zmienia się codziennie z upiornie upalnej do przyjemnie ciepłej, co, w porównaniu, zdaje się wręcz chłodem, kusi mnie, by namotać na siebie warstwy ubrań. Wyglądam za okno w te chłodniejsze dni, z nadzieją, że tym razem będę mogła założyć kolorowe rajstopy, rozpinany sweter i owinąć wokół szyi apaszkę. Latem najbardziej brakuje mi właśnie apaszek i szali. Uwielbiam je i o ile rzadko próbuję jakiejkolwiek przesady w ubiorze, to z apaszkami jest inaczej. Lubię, kiedy piętrzą się pod szyją i spływają miękkie i kolorowe w dół. Czuję się w nich wygodnie i bezpiecznie, jakby były półprzezroczystą, miękką zbroją, która skryje mnie przed wszelkimi nieprzyjemnościami każdego dnia. Szkoda, że nie znalazłam sposobu, by nosić je latem i się nie ugotować w upale. Na szczęście zdarzają się też takie deszczowe, zimne dni, jak dziś.

I made myself a dress!

Since I'm such a dress addict and I've recently got hooked on sewing, it was only logical to try sewing my own dress. So I did. The first one is not a thing worth showing, it was done using only intuition and another dress as a pattern. Needless to say, it is a disaster and I'll surely never go out in it but I think I'll keep it for now, to look at it the way you look at the photos of your child taking her first step.

But! The second dress went much more smoothly! I used this great free pattern for Bette Dress from Sew (you have to be registered to download it). The outcome is nice enough, though a little bit wide in the bodice, I probably should have chosen a smaller size to sew. Also the shoulder straps were way too long which only occured to me after I finished the whole thing. I shortened them.

I now have quite a few meters of different fabrics waiting for me to get creative with them! Can't wait to have enough time to sew, sew and sew!

Now, without further ado, please take a look at the dress! I took these photos in my studio because I couldn't wait to show the dress to you.


Dress: made it myself
Sandals: Clara Barson at CCC
Belt: from a skirt bought at Troll

Jestem trochę powyżej przeciętnej jeśli chodzi o zamiłowanie do sukienek. Ostatnio zaś odkryłam, że szycie jest boskie. Logicznym jest więc, że uszyłam sobie sukienkę. A nawet dwie. Pierwszą będę trzymać w szafie, schowaną przed ludzkim wzrokiem, bo wyszła katastrofalnie - efekt pracy bez wykroju, z inną sukienką jako wzorem. Ale zatrzymam ją tak, jak się trzyma zdjęcia pierwszych kroków dziecka - sentymentalnie. Bo jestem sentymentalna.

Druga natomiast wyszła całkiem nieźle. Na tyle nieźle, żeby się w niej pokazać. Tym razem poszłam po rozum do głowy i użyłam darmowego wykroju od Sew (trzeba być zarejestrowanym, by go ściągnąć). Wyszło całkiem całkiem! Trochę za luźno w górnej części, mogłam kroić na mniejszy rozmiar. Ramiączka krojone zgodnie z wykrojem wyszły zdecydowanie za długie, a zauważyłam to dopiero po skończeniu całości, więc musiałam je post factum skracać. Najwyraźniej wykrój był na znacznie wyższą osobę.

Teraz na komodzie leży po kilka metrów różnych materiałów, które udało mi się bardzo tanio kupić w kuponach w tym sklepie i czekają na moment, aż będę miała dość czasu, by się nimi zająć.

No, a teraz do zdjęć. Robiłam je w swoim studio, a nie w plenerze, bo nie mogłam się doczekać, by pokazać Wam sukienkę.

Another Late Inspiration Thursday: My Vintage Vogue

Geeze, I'm late again! Sorry about that! Just when I decide to start blogging and do it regularly, I get loads of work and forget all about the pleasant things like writing here. You can always count on me to do that sort of thing. But I'll get better, I promise.

What can you say about a brilliant idea like this? It's full of wonderful styles from the days of old, it's authentic, it's inspiring, it's Vogue. It's got the loveliest dresses you could ever imagine and you can always dream of having one or two (or a a handful of dozens) like that. The girl behind this site, Jessica, is a collector of old Vogue issues. She chooses the illustrations she finds most interesting, scans them and lets us feast our eyes on them daily on her tumblr. What a lovely lady! Thank you!

O rany, i znowu się spóźniam! Przepraszam! Jak tylko zdecydowałam się zacząć blogować regularnie, to przygniata mnie robota i zapominam o takich miłych rzeczach, jak pisanie tutaj. Zawsze możecie liczyć na to, że takie coś mi się przydarzy. Ale poprawię się, obiecuję.

Co można powiedzieć o tak genialnym pomyśle? Pełno tam fantastycznych stylów sprzed lat, mnóstwo autentyczności, inspiracji i Vogue'a. Są tam najcudowniejsze sukienki, jakie można sobie wyobrazić i można sobie pomarzyć o tym, że się ma jedną albo dwie (albo sto). Dziewczyna, która prowadzi tę stronę, Jessica, kolekcjonuje stare Vogue'i. Wybiera najciekawsze ilustracje, skanuje i pozwala nam się nimi cieszyć codziennie na swoim tumblrze. Co za wspaniała kobieta! Dziękuję!

What I made Wednesday: Wondrous Pin-up Gals on Their Awesome Bicycles!

Some time ago I had a wonderful opportunity to work for Electra Bicycles as a photographer. I had two wonderfully natural models dressed as pin-up girls frolicking with their bicycles in front of my camera. One of the best shoots I'd had to date! A year later I am still loving the results. The girls did great work.
 

  

By the way, for those of you who read Polish, I gave an interview a few months ago about taking photos for a fashion blog. I talked about various poses, making use of different light conditions and, most of all, how a blogger can show that she's happy with her clothes! Head over here to read it! Być Szafiarką is a brand spanking new portal for fashion bloggers.







Jakiś czas temu miałam ogromną przyjemność pracować jako fotograf dla Rowerów Electra. Przed moim aparatem stanęły piękne i wdzięczne, pin-upowe modelki harcujące wśród boskich rowerów. To jedna z najbardziej udanych sesji, jakie do tej pory robiłam! w rok po niej wciąż jestem zadowolona z wyników. Dziewczyny świetnie się spisały.

Przy okazji, jeśli czytacie po polsku, to zapraszam do czytania wywiadu, którego udzieliłam parę miesięcy temu na temat fotografowania na bloga modowego. Mówiłam o pozowaniu, wykorzystywaniu różnych warunków oświetleniowych, a przede wszystkim o tym, w jaki sposób blogerka może pokazać, że to, co robi, sprawia jej wielką frajdę. Klikajcie tutaj po całość. Być Szafiarką, gdzie w tej chwili prezentowany jest wywiad, to zupełnie nowy portal dla blogerek modowych.

Inspiration Thursday: Antix


Antix is the perfect balance between romantic and mind-blowing, those two being a sort of opposites. Their use of patterns is incredible. Do you think, as do I, that a dress with a parade of cute animals going up up and away in a sleigh into the dark night sky hovering over tall mountains sounds like a wonderful, wonderful idea? Well, Antix is sure to provide one. Or two. They seem to love all things that narrate a story. Be it a gentle cut of a pretty floral dress that would certainly make you the prettiest girl on that beautiful ball that you've dreamt about your whole life; or a fabric that is printed so that you submerge yourself in a story that is tells; or the crazy colours and caleidoscopic drawings on a pair of pants that would grant any passer-by with a sudden case of jawdrop; Antix is the place to go if you're looking for stories that unfold with clothing. I love that.

Go see their offcial photos for a new collection, available at their site and blog. It's the stuff you just can't stop looking at.

Antix unosi się w tym słodkim punkcie między romatycznym i obłędnym, jeśli złożymy, że te dwa przymiotniki stoją do siebie w opozycji. Sposób, w jaki używa wzorów jest niesamowity. Jeśli myślicie, tak jak ja, że sukienka ilustrowana paradą zwierząt, które, jedno po drugim, unoszą się ku ciemnemu, nocnemu niebu wśród wysokich gór, to dobry pomysł, to Antix taką ma. A nawet dwie. Zdaje się, że kochają tam wszystko, co opowiada jakąś historię. To może być delikatny krój kwietnej sukienki, która z pewnością uczyniłaby każdą dziewczynę najpiękniejszą na balu, o którym całe życie marzyła; albo materiał zadrukowany tak, że zanurzasz się w historię, którą opowiada; albo szalone kolory i kalejdoskopowe obrazy na parze spodni, które każdego przechodnia przyprawiłyby o nagłe opadnięcie szczęki; Antix jest po prostu tym miejscem, do którego trzeba się udać, jeśli szuka się ubrań, które opowiadają historie. Uwielbiam takie.

Obejrzyjcie zdjęcia z ich nowej kolekcji, dostępne na stronie i blogu. Nie można oderwać oczu.

Late What I Made Wednesday


Life's been so busy lately, with my boyfriend getting sick and the extremely hot weather and some commissions around the corner, that I'd literally forgotten what day of the week it is. So here goes another What I Made Wednesday. This time, take a look at some of my drawings from the series that I like to call "Talking Animals". I've been making so many of those illustrations for my friends, I actually lost count! But I think I've stopped at 40. These are my favorites.

Techniques used: Adobe Illustrator CS2, Wacom Intuos 3 tablet






Życie jest ostatnio tak zwariowane, że między chorobą mojego chłopaka, potwornymi upałami i kilkoma zleceniami dosłownie zapomniałam, jaki jest dzień tygodnia. A więc nadeszła kolejna środa z moimi tworami. Tym razem przed Wami kilka z moich rysunków z serii, którą nazywam "Gadające zwierzęta". Rysowałam tak wiele tych zwierzaków na zamówienie swoich znajomych, że już przestałam liczyć. Skończyłam chyba około 40 rysunków. Te tutaj to moje ulubione.

Protection


I've been talking with Ela recently while we were digging through my wardrobe, looking for the right dress for me to wear to a wedding. We chose a nice classic skater dress in cobalt blue that I'd bought last year and never wore because of the lively colour. I tend to be drawn to muted colours and I don't feel bold enough to wear highly saturated things. It took her three hours to convince me to wear it. I did and it was a splendid idea, I felt like I had the best dress in the room which was a reward enough for being so bold.

You see, I have that thing about some pieces of my wardrobe, that I don't feel all safe in them. They may not seem in any way demanding to anyone looking but from me, they demand a lot of boldness. It may be the shape or the colour I'm not used to, or the piece may be original to the point it is extravagant (to me, anyway!). Anyway, I feel provocative when I'm wearing the thing. Neither in a good, nor in a bad way. Just attention-grabbing. And I'm far from being one of the people who want to bring attention to myself. I'm pretty much an introvert and don't want to be looked at and judged. But I also like (and need) to dress the way I feel like.
In this post's outfit, the bold thing is the headscarf. It is supposed to look kinda pin-upish and I guess with the rest of the outfit, it does. Still, it makes me look like a cleaning lady which I consider funny and not at all offending. It did get a lot of looks from passers-by, most of them critical, some amused. But well, that's just how Poland is, I guess. If you pull off something that isn't necessarily "in" this season, you'll get The Looks. My way of dealing with them is just to think that if I saw someone dressed like that in the street, I'd be delighted because I'd love the outfit. And that makes me utterly happy, no need to analyze any further.


























































Dress: second hand (Atmosphere)
Headband: second hand vintage
Shoes: CCC
Belt: Top Secret
Bag: vintage
Earrings: Allegro
Photos: Ela

Kiedy ostatnio przekopywałyśmy się z Elą przez moją garderobę w poszukiwaniu idealnej sukienki na lipcowe wesele, trafiłyśmy na śliczną sukienkę: odcinaną w talii, z rozkloszowaną spódnicą i bardzo, bardzo kobaltową. Kupiłam ją rok temu i nigdy nie założyłam z powodu tego mocnego koloru. Ciągnie mnie raczej do jasnych, stonowanych barw, nie mam odwagi, by nosić rzeczy bardzo nasycone. Eli zajęło trzy godziny, zanim udało jej się mnie przekonać, żebym założyła właśnie tę sukienkę. Założyłam i okazało się to doskonałą decyzją, czułam, że mam najładniejszą sukienkę na sali, a to było wystarczającą nagrodą za odwagę.

Mam takie coś, jeśli chodzi o niektóre części mojej garderoby, że nie czuję się w nich bezpiecznie. Dla kogoś z zewnątrz mogą wyglądać zupełnie zwyczajnie, ale ode mnie wymagają mnóstwa odwagi. Może to być spowodowane ich krojem albo kolorem, do którego nie jestem przyzwyczajona, albo rzecz może być tak oryginalna, że staje się ekstrawagancka (przynajmniej dla mnie!). W każdym razie czuję się w czymś takim prowokująco. Nie w złym ani dobrym znaczeniu tego słowo. Po prostu czuję, jakbym ściągała na siebie mnóstwo spojrzeń. A daleko mi do osoby, która lubi być w centrum uwagi. Jestem właściwie introwertyczką i nie lubię, by na mnie patrzono i mnie ocenianio. Lubię jednak - i potrzebuję - ubierać się tak, jak mi się podoba.

W tym zestawie odważną rzeczą jest apaszka na głowie. Ma wyglądać nieco pin-upowo i wydaje mi się, że razem z resztą ubrań zdaje egzamin. Mimo to sprawia, że wyglądam jak sprzątaczka, co mnie akurat bawi i wcale nie obraża. Ale spojrzenia przyciąga. Większość krytycznych, trochę rozbawionych. Ale może tak po prostu jest w Polsce. Jeśli próbujesz zagrać coś, co nie jest chwilowo w modzie, to Będą Patrzeć. Mój sposób na radzenie sobie z tym jest bardzo prosty. Uświadamiam sobie, że gdybym sama zobaczyła kogoś tak ubranego na ulicy, to byłabym zachwycona. I to mi wystarcza, by się cieszyć tym, co mam na sobie.

Inspiration Thurdsday: Molly Bracken


I've only found this brand a while ago and was in awe how girly and sweet outfits it manages to present without being pretentious. Looking at those pretty, floral dresses carefully paired with cardigans, I see a seventeen-year-old girl sitting at her grandma's heavy sofa with her hands placed gracefully on her lap. She has just stirred her tea with an old silver spoon. The tea is the perfect temperature, neither too hot, nor too cold, because grandma has carefully cooled it by pouring it back and forth from one cup to the other, as she always does for her beloved grandchild.

I'd like to be a teen again, just to wear a dress like that. Well, I guess I'd be seventeen again, were I to ever wear one of these.

Trafiłam na tę markę dosłownie przed chwilą i nie mogłam wyjść z podziwu, że proponują tak dziewczęce i delikatne ubrania, którym brak jakiejkolwiek pretensjonalności. Patrzę na te sukienki w delikatne kwiatowe printy, dobrane do nich kardigany z dodanymi ozdobami z koronki i widzę siedemnastoletnią dziewczynę siedzącą z rękami złożonymi grzecznie na kolanach. Siedzi oczywiście na kanapie u babci, którą uwielbia, i przed chwilą srebrną, misternie odlaną łyżeczką wymieszała herbatę podaną w porcelanowej filiżance. Herbata jest ani za ciepła, ani za zimna, bo wcześniej babcia, jak zawsze, przelewała ją kilkukrotnie ze szklanki do szklanki, by ochłodzić zbyt gorący napar dla ukochanej wnuczki.
Zachciewa mi się znowu mieć kilkanaście lat. Można je zresztą mieć na zawołanie w którejkolwiek z tych sukienek.